7.01.2010

Droga do Legnicy. Za Wrocławiem.

       Próbuję coś napisać, ale na razie są to luźne notatki, które jakoś nie potrafią się przebić przez gwar pociągających i marznących w Inter Regio. Mróz trzaska szyby, będąc z kolei trzaskanym przez moje palce uzbrojone w cudze rękawice. Ryją hasło, które powinno być wspólnym mianownikiem do wszystkiego, co przydarzyło mi się przez ostatnie kilka miesięcy; "screw her". Her, her. Naprzeciwko podróżuje mężczyza, który opowiada o pogrzebie zakonnicy w 1983 roku, kiedy to aura grudniem przypominała maj. Zakonnica była stygmatyczką, ksiądz nie pozwalał jej drapać ran, aż wreszcie zmarła. Żeby poznać nazwę stacji, muszę oddychać na szybę, wtedy mróz topnieje. Zaziębiłem pęcherz nie wychodząc z pokoju.