19.12.2009

Nie dorosłem do swych lat

       Nie dorosłem do żadnych lat. Czuję się pusty i skrępowany przez pierdolone instynkty. Totalnie rozregulował mi się zegar biologiczny, prawie nie widuję światła słonecznego. Wczoraj zasnąłem o 11 rano, wstałem po 16, kiedy już było ciemno. A potem położyłem się ok. 5 rano, a i tak z musu, leżałem jeszcze ok. 30 minut zanim zasnąłem. Być może to przez natłok dziwnych myśli. 

Dziwacznie

       Już 12 grudnia. Póki co moje postanowienia odnośnie powrotu do Rzeczywistości strzela ogromny chuj. Nadal palę codziennie duże ilości i piję, choć alkoholu zdecydowanie mniej niż kiedyś. Wszystko, co robię jest automatyczne i bez uczuć. Zimne, odruchowe. Już nawet imprezowanie nie ma smaku, jest wręcz wodniste. Teraz wiem, że ci, którzy mówili, że trawa, hasz to wstęp i prosta droga do ciężkich narkotyków, mieli rację. Wiem po sobie, bo odkąd codziennie palę w dużych ilościach i ogólnie mam mały kontakt z rzeczywistością, moje potrzeby haju wzrastają. Nie wiem, co będzie gdy moc skrętów okaże się niewystarczająca. Nie mam zamiaru się kłóć. Tym bardziej, że przecież tego nie lubię.
       Uświadomiłem sobie, że nie jestem do końca normalny, nawet w kontaktach z kobietami udziwniam jak tylko mogę. Mój ideał: dziwna, nienormalna, styrana, blada, czerwone / kasztanowe włosy.

13.12.2009

Cd.





Muzyka

Ostatnimi czasy słucham kilku utworów w kółko. Przeważnie są to piosenki z Trainspotting, albo innych filmów.













Z czeluści dysku


Jako że nadchodzą święta Bożego narodzenia, postanowiłem podzielić się z Wami wszystkimi czymś, co wygrzebałem w odmętach mojego dysku.

Alleluja!

Nadchodzą długo oczekiwane święta z karpiem, które natychmiast poprawią mi humor. Oczywiście, nie ma nic weselszego od zarzynanego dla tradycji zwierzęcia. Będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdy zasiądę przy wspólnym świątecznym stole i każdy będzie mi wchodził w dupę, tak świątecznie.
Co by było, gdybym, w tej ogólnej świątecznej atmosferze, wybrał się na miasto, w długim czarnym płaszczu i w najodpowiedniejszym momencie, to jest gdy będzie najwięcej ludzi, wyjął spod niego kałacha i porozstrzelał tą zakochaną w świętach tłuszczę? Wprowadzę nową tradycję, zamiast zabijania karpi strzelanie do kolędników. Hej kolęda, kolęda. Albo wszedłbym do supermarketu, w białych rękawiczkach, obładowany materiałami wybuchowymi. Najpierw bym poroztrzelał te wszystkie cieszące się ryje, potem bym znalazł jakiegoś najbardziej przestraszonego kolesia, wcisnąłbym mu broń w ręce, podłączył do niego te bomby, uruchomił zapalnik, strzelił mu w łeb i poszedł dodom na kolację wigilijną. Potem, gdy wszyscy puszczą się z dymem, policja rozpisze plan masakry:
W supermarkecie Auchan ustalono ciała dwustu osób. Na dziale mięsnym zwłoki Norberta D., sprawcy rzezi, z przypiętymi do niego materiałami wybuchowymi. Cztery sztuki broni, której użył do tej masowej zbrodni, leżały przy jego ciele. Morderca zginął z powodu zadanych sobie ran postrzałowych. Wokół supermarketu znaleziono od 30 do 50 ładunków wybuchowych – w budynku, w samochodach i na parkingu. Kamery sklepowe, z racji długowieczności, nie funkcjonowały już od jakiegoś czasu.
Wdom siadłbym do stołu, podzieliłbym się opłatkiem z tymi, których kocham, życząc im wesołych świąt, wysłuchał ich życzeń o szczęściu, szkole, dziewczynie. Potem zjadłbym barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, ciasto, otworzyłbym prezenty, które znów nie trafiły w mój gust. Około jedenastej wieczorem poszedłbym na Rynek spotkać się ze znajomymi na piwie pod kościołem. Wszyscy wokół mówiliby tylko o największej tragedii w historii Legnicy.
Później wróciłbym dodom chwiejnym krokiem, mówiąc, że byłem na pasterce, wspiąłbym się po schodach do kibla i się zerzygał. W moich rzygach byłoby wszystko – te całe święta, zakłamanie, brudne szczęście, którego nie chcę i wszyscy wy, którzy ponoć chcecie dla mnie dobrze, a zawsze jakoś wychodzi inaczej.

8.12.2009

Retrospekcja

       Nadal jestem chory i czuję się źle, mój mózg funkcjonuje w bardzo dziwny sposób, jakbym był na sporej dawce kwasu. A do tego poszedłem do sąsiedniego akademika i paliłem hasz oraz shishę, piłem akademicką wódkę. Stan euforii spowodowanej używkami z ogromną siłą połączył się ze stanem otumanienia chorobowego, nie wiedziałem więc, kim jestem i co mam robić.
 
- - -
 
       Jest trzy tygodnie później. Wyzdrowiałem bez pójścia do lekarza, wyleczyłem się alkoholem, marihuaną, haszyszem i amfetaminą. I dziś przestaję, od dziś się zmieniam. Pożyczę aparat, będę robił zdjęcia żulom na plantach. W międzyczasie dopracuję scenariusz. Bo robimy film! Będę grał siedem postaci. Główną bohaterką jest dziewczyna o roboczym imieniu Matylda, której przydaża się siedmiu facetów, z czego każdy jest psychopatą i ma inny fetysz. Ja właśnie - a jakże! - gram tych mężczyzn, a bohaterkę Sobol.