10.11.2009

Rozważania na temat seksualności śmierci.

       Pytam się: gdzie będę, gdy pojawi się śmierć? Jakże natchnione i pełne nowości, nowych filozofii będzie moje z nią spotkanie. To będzie w dzień czy w nocy? Wolałbym, by była to noc, wtedy widać więcej i wiele więcej czuć. Czym mnie zaskoczy? Jakimiś modernistycznymi rozwiązaniami? Może wraz z postępem technicznym ona też poszła z duchem czasu i zamiast kosy ma pistolet z tłumikiem? A może poręczny przycisk, taki jak w amerykańskich filmach, z napisem "destrukcja", bądź "the end"? Spotka mnie gdziekolwiek i na moich oczach wciśnie mi go? Czy może śmierć jest konserwatystką i nadal biega z kosą? Ale to byłoby lekkomyślne, bo w kosę może trafić piorun. Poza tym byłaby zaopatrzona gorzej niż jej klienci. 
       Ona to ona czy może on? Byłoby miło i ciekawie, gdyby okazała się piękną i apetyczną kobietą, która przed wykonaniem wyroku da mi się wydymać w jakimś odpowiednim miejscu, np. w kościele lub ciemnej bramie? Umieranie i seks, seks i umieranie. Pożyteczne z przyjemnym. Czy może na odwrót?