13.11.2009

Rodzą, umierają

I jest mała Ania.
Pojawiła się, ucinając wszelkie spekulacje.
Trzy kilo szczęścia – mówi Marcin.

Niedowierzam, miał być Piotruś,
a tu Ania.

Marcin pracuje, jest
konduktorem w Kolejach Dolnośląskich.
Ja z kolei czekam na sesję
egzaminacyjną, po raz drugi,
a pierwszy na nowej uczelni.

Po sesji posprzątamy
i weźmiemy się za życie, planujemy
z Ewą od kilku tygodni.
Nie wiem, może faktycznie
wszystko się zmieni.

Zasypiając lub jadąc
porannym tramwajem, szukam
w myślach minionego –
kradzionych wraz z Marcinem win,
popijanych nad nocną rzeką;
dzikich akcji w supermarketach.

Było, minęło – mówi Marcin –
teraz mała Ania.

Jest. Pojawiła się. Ucinając.


- - -

       Jezusowi i Agnieszce urodziła się córka! Ponad trzy kilo. 19 stycznia 2009. Jezus! 

- - -

       Marek nie żyje. Ten góral-hipis ze Szczyrku. Prawie go nie znałem, to był facet Cielaka, tej co koło nas mieszka. Jeszcze niedawno do nas dzwonił... Umarł, tak po prostu, w nocy było u niego pogotowie, ale go nie zabrało. Miał od 47 do 50 lat. Nie jestem w stanie tego określić, to już zostanie jego słodką tajemnicą. Teraz jak nigdy boję się śmierci. Nie, nie śmierci - boję się umrzeć i zostawić tyle rzeczy.