13.11.2009

Odbija

       Nocowałem na Kazimierzu. Poznałem taką siostrę koleżanki z roku. Nic poważnego, ale może mi pomoże. Ostatnio czytam wiele książek. Skończyłem biografię Kaczmarskiego, teraz "Siekierezada" Stachury. Jedyny plus, jaki z tego wszystkiego wyszedł to to, że nie mam komputera i telewizora.
       Teraz idę kuć. Nie na żaden egzamin, kuż dziury w ścianie, jak przystało na porzuconego studenta kulturoznawstwa. Wielki zbieg okoliczności, zawsze, gdy kończy się jedno z moich żyć, kuję dziury w ścianie. 14 grudnia 2007 też przecież kułem. Dzisiaj myślałem przy tym sporo. Że nie ma co się denerwować. Że w dupie, że było i nie ma. Że wspominanie jest bez sensu. Że będę sobie teraz skakał z kwiatka na kwiatek i nie przejmował się stałymi związkami. Że nie będę się pakował w żaden. Że zostanę skurwielem na jedną noc lub aniołem na dzień. Nie da rady inaczej. A to, że nie mam gdzie mieszkać to dupa. Przez 1,5 roku zmieniałem miejsca zamieszkania tyle razy, że ciemnieje mi już karnacja i staję się Cyganem.
       Nad rzeką znalazłem kastet. Teraz (ha!) już niczego się nie boję. Teraz jestem uzbrojony po pachy i urobiony po zęby. A Ewa niech żałuje i żyje sobie z alkoholikiem bez pracy, pieniędzy, po ledwo skończonym gimnazjum i z zapitym ryjem.
       Wykułem dziurę na jakieś cztery metry. Moje zadłużenie topnieje.