12.11.2009

Mały Piotruś lub jeszcze mniejsza Ania

       Mam przewspaniałą wiadomość. Jezus i Agnieszka będą mieli małego Piotrusia lub jeszcze mniejszą Anię! Ja pierdolę! Jeszcze nie wierzę! Poza tym, jutro jadę do Ewy. Wczorajsza noc to same niespodzianki. 
       Pięt już w ogóle nie opatruję, blizny już pierdolę i chodzę w krótkim rękawie. Kurwa i aby nie było zbyt pięknie, właśnie gdy to pisałem, rozwalił mi się telewizor. Już nie mam na czym słuchać muzyki. Wspaniale. 
       Muszę sobie obciąć paznokcie, umyć zęby i pójść do urzędu pracy jebać robotę. Zjem kiedy indziej. Wypadałoby jeszcze się ubrać. Wczoraj spotkałem Przemka, tego, co mieszkał z nami przed pożarem i też był podejrzany o podpalenie. Teraz jest to coraz mniej prawdopodobne, ale sama możliwość, że widzę się i rozmawiam z moim potencjalnym niedoszłym zabójcą i zabójcą mojej matki, kopnęła mnie i mną potargała. Dziwnie to brzmi – „mój zabójca”. Ciekawe, jak to będzie jutro w Krakowie.