Mam przewspaniałą wiadomość. Jezus i Agnieszka będą
mieli małego Piotrusia lub jeszcze mniejszą Anię! Ja pierdolę! Jeszcze nie
wierzę! Poza tym, jutro jadę do Ewy. Wczorajsza noc to same niespodzianki.
Pięt już w ogóle nie opatruję, blizny już pierdolę
i chodzę w krótkim rękawie. Kurwa i aby nie było zbyt pięknie, właśnie gdy to
pisałem, rozwalił mi się telewizor. Już nie mam na czym słuchać muzyki.
Wspaniale.
Muszę sobie obciąć paznokcie, umyć zęby i pójść do
urzędu pracy jebać robotę. Zjem kiedy indziej. Wypadałoby jeszcze się ubrać.
Wczoraj spotkałem Przemka, tego, co mieszkał z nami przed pożarem i też był
podejrzany o podpalenie. Teraz jest to coraz mniej prawdopodobne, ale sama
możliwość, że widzę się i rozmawiam z moim potencjalnym niedoszłym zabójcą i
zabójcą mojej matki, kopnęła mnie i mną potargała. Dziwnie to brzmi – „mój
zabójca”. Ciekawe, jak to będzie jutro w Krakowie.