Ciekawe kiedy przeistoczyłem się w tego beznamiętnego cyborga, głuchego na jakiekolwiek oznaki życia i uczucia. Ciekawe czy taki będę już zawsze. Niech się pan nie wygłupia, panie! Żałuję, że nie jestem gejem, miałbym przynajmniej jakiś cel. Jakie to przesłodkie! Tyję (ważę prawie 80 kg), odstraszam kobiety i jestem obrzydliwym hipokrytą. I nie jebię hipopotamów i nie wszystkich świętych. Za trzy miesiące 21 lat. Zimny listopad wprawia mnie niemal w stan chłodnego opętania.
Czemu nic się, kurwa, nie zmienia? Czym jest ta pierdolona miłość, dla której każdy milion razy dałby się zabić? Czy jest oczekiwaniem na to, co nigdy nie nadejdzie? Poświęceniem pięciu lat życia dla kilku chwil? Czy może codziennym wmawianiem sobie, że tak naprawdę jej nie ma? Nie! Ona jest gównem i przydupiastym kloszardem, niechcianym przez większość, a narzucającym się. Koniec ubiegania się o cokolwiek! Bo po co? Nie mam pracy, nie mam pieniędzy, nie mam kobiety, zatem wszystko po staremu. Cześć, co słychać? Spoko, cześć. Chyba zmienię swoje nastawienie do świata. Nie, raczej nie. Raczej nigdy nie. Kiedyś, jak szedłem wzdłuż rzeki i widziałem te wszystkie postaci spacerujace z psami pomyślałem, że chyba jednak potrzeba mi miłości.
- - -
Mój ojcie, ten, który ponoć przysłużył się do powstania mnie, wprowadzając swojego penisa do pochwy mojej matki, jest popierdolonym schizofrenikiem, niewiele mądrzejszym od tego swojego penisa. Przykro mi to pisać, ale tak jest. Nienawidzę jego światopogladu, sposobu bycia, gęby. O ile kiedyś miewał przebłyski normalności, o tyle teraz ciągnie te swoje debilno-schizofreniczne przedastawienie. Show must go on. Na każdym kroku czuję jego oddech i krytykę. Miewam takie chwile, że boję się zrobić cokolwiek, bo nie chcę zrobić tego jak on. Gardzę sobą, że mam w sobie te pojebane geny, które sprawiają, że mam gębę podobną do niego, a także - co najgorsze - niektóre jego cechy charakteru. To kurewskie uczucie, być po części zbudwanym z czegoś, czego się nienawidzi.