Nie dorosłem do żadnych lat. Czuję się pusty i skrępowany przez pierdolone instynkty. Totalnie rozregulował mi się zegar biologiczny, prawie nie widuję światła słonecznego. Wczoraj zasnąłem o 11 rano, wstałem po 16, kiedy już było ciemno. A potem położyłem się ok. 5 rano, a i tak z musu, leżałem jeszcze ok. 30 minut zanim zasnąłem. Być może to przez natłok dziwnych myśli.
19.12.2009
Dziwacznie
Już 12 grudnia. Póki co moje postanowienia odnośnie powrotu do Rzeczywistości strzela ogromny chuj. Nadal palę codziennie duże ilości i piję, choć alkoholu zdecydowanie mniej niż kiedyś. Wszystko, co robię jest automatyczne i bez uczuć. Zimne, odruchowe. Już nawet imprezowanie nie ma smaku, jest wręcz wodniste. Teraz wiem, że ci, którzy mówili, że trawa, hasz to wstęp i prosta droga do ciężkich narkotyków, mieli rację. Wiem po sobie, bo odkąd codziennie palę w dużych ilościach i ogólnie mam mały kontakt z rzeczywistością, moje potrzeby haju wzrastają. Nie wiem, co będzie gdy moc skrętów okaże się niewystarczająca. Nie mam zamiaru się kłóć. Tym bardziej, że przecież tego nie lubię.
Uświadomiłem sobie, że nie jestem do końca normalny, nawet w kontaktach z kobietami udziwniam jak tylko mogę. Mój ideał: dziwna, nienormalna, styrana, blada, czerwone / kasztanowe włosy.
13.12.2009
Z czeluści dysku
Jako że nadchodzą święta Bożego narodzenia, postanowiłem podzielić się z Wami wszystkimi czymś, co wygrzebałem w odmętach mojego dysku.
Alleluja!
Nadchodzą długo oczekiwane święta z karpiem, które natychmiast poprawią mi humor. Oczywiście, nie ma nic weselszego od zarzynanego dla tradycji zwierzęcia. Będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdy zasiądę przy wspólnym świątecznym stole i każdy będzie mi wchodził w dupę, tak świątecznie.
Co by było, gdybym, w tej ogólnej świątecznej atmosferze, wybrał się na miasto, w długim czarnym płaszczu i w najodpowiedniejszym momencie, to jest gdy będzie najwięcej ludzi, wyjął spod niego kałacha i porozstrzelał tą zakochaną w świętach tłuszczę? Wprowadzę nową tradycję, zamiast zabijania karpi strzelanie do kolędników. Hej kolęda, kolęda. Albo wszedłbym do supermarketu, w białych rękawiczkach, obładowany materiałami wybuchowymi. Najpierw bym poroztrzelał te wszystkie cieszące się ryje, potem bym znalazł jakiegoś najbardziej przestraszonego kolesia, wcisnąłbym mu broń w ręce, podłączył do niego te bomby, uruchomił zapalnik, strzelił mu w łeb i poszedł dodom na kolację wigilijną. Potem, gdy wszyscy puszczą się z dymem, policja rozpisze plan masakry:
W supermarkecie Auchan ustalono ciała dwustu osób. Na dziale mięsnym zwłoki Norberta D., sprawcy rzezi, z przypiętymi do niego materiałami wybuchowymi. Cztery sztuki broni, której użył do tej masowej zbrodni, leżały przy jego ciele. Morderca zginął z powodu zadanych sobie ran postrzałowych. Wokół supermarketu znaleziono od 30 do 50 ładunków wybuchowych – w budynku, w samochodach i na parkingu. Kamery sklepowe, z racji długowieczności, nie funkcjonowały już od jakiegoś czasu.
Wdom siadłbym do stołu, podzieliłbym się opłatkiem z tymi, których kocham, życząc im wesołych świąt, wysłuchał ich życzeń o szczęściu, szkole, dziewczynie. Potem zjadłbym barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, ciasto, otworzyłbym prezenty, które znów nie trafiły w mój gust. Około jedenastej wieczorem poszedłbym na Rynek spotkać się ze znajomymi na piwie pod kościołem. Wszyscy wokół mówiliby tylko o największej tragedii w historii Legnicy.
Później wróciłbym dodom chwiejnym krokiem, mówiąc, że byłem na pasterce, wspiąłbym się po schodach do kibla i się zerzygał. W moich rzygach byłoby wszystko – te całe święta, zakłamanie, brudne szczęście, którego nie chcę i wszyscy wy, którzy ponoć chcecie dla mnie dobrze, a zawsze jakoś wychodzi inaczej.
8.12.2009
Retrospekcja
Nadal jestem chory i czuję się źle, mój mózg funkcjonuje w bardzo dziwny sposób, jakbym był na sporej dawce kwasu. A do tego poszedłem do sąsiedniego akademika i paliłem hasz oraz shishę, piłem akademicką wódkę. Stan euforii spowodowanej używkami z ogromną siłą połączył się ze stanem otumanienia chorobowego, nie wiedziałem więc, kim jestem i co mam robić.
- - -
Jest trzy tygodnie później. Wyzdrowiałem bez pójścia do lekarza, wyleczyłem się alkoholem, marihuaną, haszyszem i amfetaminą. I dziś przestaję, od dziś się zmieniam. Pożyczę aparat, będę robił zdjęcia żulom na plantach. W międzyczasie dopracuję scenariusz. Bo robimy film! Będę grał siedem postaci. Główną bohaterką jest dziewczyna o roboczym imieniu Matylda, której przydaża się siedmiu facetów, z czego każdy jest psychopatą i ma inny fetysz. Ja właśnie - a jakże! - gram tych mężczyzn, a bohaterkę Sobol.
19.11.2009
A/H1N1
Chyba będę chory. I mam nadzieję, że to nie świńska grypa, bo ludzie w Polsce umierają, nie mówiąc już o Ukrainie. Dzisiaj umarł ktoś w Krakowie, Żywcu, pod Wrocławiem. Jutro pójdę do lekarza, bo lepiej dmuchać na zimne. Koleżanka z roku też chyba choruje, bo przebywała z jakimiś Bawarczykami. Mam nadzieję, że mnie to ominie.
16.11.2009
Antypatyczny i hedonistyczny skurwiel
Byłem w dziekanacie i powiedzieli mi, że stypa zostanie wysłana w tym tygodniu. To dobrze. Możliwe, że przyjdzie wyrównanie, czyli około 1000 zł. Bardzo dawno nie miałem takich pieniędzy. Ale nie ma co dzielić skóry na misiu, bo jeszcze się agiehy rozmyślą.
Chciałbym być na tyle hedonistycznym i antypatycznym skurwielem, by umieć się niczym nie przejmować i podążać z podniesionym łbem i tyłkiem. Lecz zanadto zwracam uwagę na ludzi, bo, kurwa, ja ich jednak trochę lubię. Zacząłem wczoraj oglądać film o Wojaczku, ale niestety dźwięk się popsuł.
Chciałbym się nauczyć pisać od nowa, bo to też jednak lubię.
Jest poręcz
ale nie ma schodów
Jest ja
ale mnie nie ma
Jest zimno
ale nie ma ciepłych skór zwierząt
niedźwiedzich futer lisich kit
Od czasu kiedy jest mokro
jest bardzo mokro
ja kocha mokro
na placu, bez parasola
Jest ciemno
jest ciemno jak najciemniej
mnie nie ma
nie ma spać
Nie ma oddychać
Żyć nie ma
Tylko drzewa się ruszają
niepospolite ruszenie drzew
rodzą czarnego kota
który przebiega wszystkie drogi
- - -
Pierwszy wiersz Wojaczka, który przeczytałem.
SEZON
Jest poręcz
ale nie ma schodów
Jest ja
ale mnie nie ma
Jest zimno
ale nie ma ciepłych skór zwierząt
niedźwiedzich futer lisich kit
Od czasu kiedy jest mokro
jest bardzo mokro
ja kocha mokro
na placu, bez parasola
Jest ciemno
jest ciemno jak najciemniej
mnie nie ma
nie ma spać
Nie ma oddychać
Żyć nie ma
Tylko drzewa się ruszają
niepospolite ruszenie drzew
rodzą czarnego kota
który przebiega wszystkie drogi
- - -
Pierwszy wiersz Wojaczka, który przeczytałem.
15.11.2009
Och, Barleycorn, powieki oczom duszy stul
Niebieskie dżinsy i słomiane kapelusze,
Wodospad słońca, chmur poduchy, złoto pól,
Codziennie plecak pełen całkiem nowych wzruszeń,
Królowa życia i król.
Na taflach jezior trzepotanie białych żagli,
Śnieg zimą w górach - latem lepsza morska sól,
Czy dzień, czy noc, nic, oprócz pragnień, ich nie nagli,
Królowa życia i król,
Dla zdrowia czasem spleen
Patykiem pisanych win,
Odtrącaj szyjkę i "skool".
Królowa życia,
Królowa życia,
Królowa życia i król.
Zwycięstwa pierwsze i przegranych pierwsza gorycz,
Motanie spraw jak rajdy bilardowych kul.
Coraz mądrzejsze życia podłapują wzory,
Królowa życia i król.
Tych najtrudniejszych w życiu rozmów ostre słowa,
"Jakoś to załatw", "dla higieny weźmy ślub".
Choć trochę głupio było, trudno dopasować
Królowa życia i trup.
Na szczęście brak pamięci,
Jakoś tam trzeba kręcić,
Po prostu we mnie się wtul...
Królowa życia,
Królowa życia,
Królowa życia i król.
Pofartowało się zupełnie niesłychanie,
Gablota mota na opony wstęgę szos.
I skórą kurtek świecą w środku jak Marsjanie,
Królowa życia i boss.
Jak człowiek wygra, to dopiero ma coś z życia,
Naprawdę czuje, jak wariuje w żyłach krew.
Układy takie, że no wprost nie do odbicia,
Królowa życia i szef.
To już na pewno góra,
I farty i kultura,
Nigdy nie wypadną z ról:
Królowa życia,
Królowa życia,
Królowa życia i król.
A potem taki czas, że wszystko jest już śliczne
I coraz mniej co dzień zwyczajnych spraw, c'est brulle.
Więc admiruję cię, bo to takie romantyczne,
Królowa życia i król.
Coraz mniej jawy, coraz więcej alkoholi...
Och, Barleycorn, powieki oczom duszy stul.
Oboje wiemy, jak samotność nocą boli...
Królowa życia i król.
Wódeczka raz, bo świta,
Pod czaszką kac zazgrzyta,
Wszystko załatwi ten ból.
Królowa życia,
Królowa życia,
Królowa życia i król.
____________________________
Stanisław Staszewski
Wodospad słońca, chmur poduchy, złoto pól,
Codziennie plecak pełen całkiem nowych wzruszeń,
Królowa życia i król.
Na taflach jezior trzepotanie białych żagli,
Śnieg zimą w górach - latem lepsza morska sól,
Czy dzień, czy noc, nic, oprócz pragnień, ich nie nagli,
Królowa życia i król,
Dla zdrowia czasem spleen
Patykiem pisanych win,
Odtrącaj szyjkę i "skool".
Królowa życia,
Królowa życia,
Królowa życia i król.
Zwycięstwa pierwsze i przegranych pierwsza gorycz,
Motanie spraw jak rajdy bilardowych kul.
Coraz mądrzejsze życia podłapują wzory,
Królowa życia i król.
Tych najtrudniejszych w życiu rozmów ostre słowa,
"Jakoś to załatw", "dla higieny weźmy ślub".
Choć trochę głupio było, trudno dopasować
Królowa życia i trup.
Na szczęście brak pamięci,
Jakoś tam trzeba kręcić,
Po prostu we mnie się wtul...
Królowa życia,
Królowa życia,
Królowa życia i król.
Pofartowało się zupełnie niesłychanie,
Gablota mota na opony wstęgę szos.
I skórą kurtek świecą w środku jak Marsjanie,
Królowa życia i boss.
Jak człowiek wygra, to dopiero ma coś z życia,
Naprawdę czuje, jak wariuje w żyłach krew.
Układy takie, że no wprost nie do odbicia,
Królowa życia i szef.
To już na pewno góra,
I farty i kultura,
Nigdy nie wypadną z ról:
Królowa życia,
Królowa życia,
Królowa życia i król.
A potem taki czas, że wszystko jest już śliczne
I coraz mniej co dzień zwyczajnych spraw, c'est brulle.
Więc admiruję cię, bo to takie romantyczne,
Królowa życia i król.
Coraz mniej jawy, coraz więcej alkoholi...
Och, Barleycorn, powieki oczom duszy stul.
Oboje wiemy, jak samotność nocą boli...
Królowa życia i król.
Wódeczka raz, bo świta,
Pod czaszką kac zazgrzyta,
Wszystko załatwi ten ból.
Królowa życia,
Królowa życia,
Królowa życia i król.
____________________________
Stanisław Staszewski
O-Men
Po raz kolejny postanowiłem coś zrobić z własnym życiem. Wczoraj miałem rzucić palenie, przywiązanie do nieodpowiednich ludzi, alkohol i głupotę. Z żadnej z tych rzeczy nic dobrego nie wynika, ale każdą zwyczajnie lubię. Uwielbiam wkładać do ust papierosa, zapalać go i się nim rozkoszować. Uwielbiam spotykać nieodpowiednich ludzi. Uwielbiam robić z siebie głupka.
Założyłem sobie jebanego bloga, sam nie wiem po co. Przepisuję tam wydarzenia od połowy 2007 roku. Teraz jestem na końcówce roku 2008.
Butthole Surfers - The O-Men
Butthole Surfers - U.S.S.A.
Kaliber 44 - Psychodela (od tyłu)
!!!
Wódka akademicka, nieprzyzwoicie tanie papierosy i marihuana
Jadę do Legnicy. Jest 31.10. Dawno nie byłem. Wczoraj wieczorem byłem w Klubie Kulturalnym, zajebiste miejsce. Wreszcie to ja mogłem postawić piwo - grzane z sokiem imbirowym Sobolewskiej. Później wróciłem na Miasteczko Studenckie i upiłem się wódką akademicką, malinową lub wiśniową. Nie chce mi się jechać, chciałbym już być na miejscu, żeby się najeść, wreszcie do woli. Ale nie mam najmniejszej ochoty siedzieć w pociągu ponad sześć godzin. A dopiero Krzeszowice. Nawet nie ma przedziału dla palących. A ja mam papierosy! Dwie paczki Cameli mocnych. Kupuję papierosy dwadzieścia razy taniej niż normalni ludzie. Dzisiaj dostałem te dwie paczki za 60 gr. I to uniemożliwia ewentualne rzucenie nałogu. Zakochałem się w papierosach i regularnie używam marihuany. I daje mi to więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Tak.
Kurdwanów, akt ostatni
Już mieszkam w akademiku. Byłem dzisiaj na nagraniu tego serialu, grałem studenta fotografii na ASP. Z tym, ze dwie noce spędziłem na piciu u Orła na Dietla i coś sobie wbiłem w oko podczas snu i to uszkodziło mi rogówkę. Byłem w pogotowiu okultystycznym, kobieta podwinęła mi powiekę, zapisała maść, ale nie mam na nią pieniędzy.
Byłem na Kurdwanowie po rzeczy, z Sobolewską i Karolem. Karol miał być od dźwigania, Sobol od zazdrości (w końcu wyszło chyba odwrotnie, haha). Mam już w akademiku naprawdę swoje rzeczy!
Akademik i dziwka z supermarketu
Zostałem okradziony z telefonu. Po raz pierwszy od początku mojego pobytu w Krakowie. Wracałem wpółprzytomny z Kopca Kraka. Upaliłem się jak nigdy dotąd. A pojutrze mam czwarty termin z historii sztuki, bo ostatnio jednak nie zdałem. Dzisiaj idę na koncert z Sylwią, ale się jeszcze nad tym zastanawiam, bo chciałbym wreszcie zdać tą pieprzoną sesję. Siedzę teraz na AGH, bo pada deszcz. Chyba pojadę do centrum i tam sobie poczytam, choćby pod sukiennicami.
- - -
Zdałem dzisiaj historię kultury. Nie wiem co ze sztuką, miałby być wyniki, ale piję na Dietla. Po jutrze będę grał w jakimś chujowatym serialu TVN. Chujowatym, ale pieniądze! Sprzedaję się jak dziwka z supermarketu.
- - -
Mam zakwaterowanie, właśnie jadę zawieźć rzeczy do akademika. Sztukę zdałem, już mam wszystko z głowy. Tylko jeszcze wpis z WF.
14.11.2009
Umiem latać
Już siedzę na plantach. Muszę się uczyć, załatwiać pierdolone stypendium i akademik. Byłoby ekstra, gdybym dostał akademik, stypendium i zaliczył poprawki. W Złotoryi odlot przez cały jebany tydzień. Totalna integracja, i to z osobami, których bym o to nie podejrzewał wcześniej. Gadaliśmy ogólnie o wszystkim, o kupie, masturbacji, byliśmy na cmentarzu i robiliśmy pogrzeby. Sympatycznie. A na Ewę mam wyjebane, teraz to sobie do końca uświadomiłem. Nie pasowałem do niej, ani ona do mnie. Kompletnie inna bajka. Muszę tylko pojechać na Kurdwanów i zabrać moje rzeczy, przede wszystkim dzienniki, książki i płyty.
Raczej się nie zakochałem, odkryłem tylko, że jest na świecie kobieta, z którą mogę poczuć się swój i swobodnie. Tymczasowo zatrzymałem się u Narcyzów. Do Krakowa znów przywykłem i znów jestem jak u siebie. Jednak nie chcę uciekać stąd. W Legnicy przez ponad dwa miesiące nie napisałem niczego konkretnego, a tutaj już pierwszego dnia, w tramwaju moje myśli ułożyły się w wiersz. Nie mam pojęcia na jakiej zasadzie to działa.
Byłem na AGH, muszę się utrzymać, tj. zdać sesję, bo możliwe, że uda mi się z tym akademikiem i stypendium. Byłoby super, bo uwielbiam to miejsce. Kurwa, jednak Kraków to magia. I teraz mnie, Świetlicki, nie besztaj - magia w ludziach! Sobie leżę na trawce nad Wisłą i zaraz zbiorę się do czytania historii sztuki. Obskoczyłem i załatwiłem wszystko, co miałem obskoczyć i załatwić, a jeszcze nie ma 15. Najpierw z Piasków Nowych do AGH, żeby pocałować klamkę dziekanatu i zobaczyć, że jest od 13 do 15. Potem na piechotę do Ramusa na Garncarską (boczna Krupniczej) po 20 zł, potem do kafei wydrukować podanie o stypendium, pracę na etnografię o Kaczmarskim, zrobić przypisy i bibliografię do referatu o kościele w Świerzawie i go wydrukować, pójść na Kazimierz do Banasia, żeby dała mi numer swojego konta (bo mi już wymówili, a AGH musi gdzieś słać kasę), lecz dowiedziałem się, że jest u Ramusa, więc pojechałem (na gapę) na AGH, bo Tomek przysłał mi swoje konto SMS-em. W AGH czekałem w kolejce do dziekanatu, potem napisałem kolejne podanie do dziekana (z którem piłem w Złotoryi) o akademik, później napisałem tekst, później pojechałem (na gapę) do centrum, a teraz siedzę nad Wisłą i będę czytał. Cześć.
Raczej się nie zakochałem, odkryłem tylko, że jest na świecie kobieta, z którą mogę poczuć się swój i swobodnie. Tymczasowo zatrzymałem się u Narcyzów. Do Krakowa znów przywykłem i znów jestem jak u siebie. Jednak nie chcę uciekać stąd. W Legnicy przez ponad dwa miesiące nie napisałem niczego konkretnego, a tutaj już pierwszego dnia, w tramwaju moje myśli ułożyły się w wiersz. Nie mam pojęcia na jakiej zasadzie to działa.
Byłem na AGH, muszę się utrzymać, tj. zdać sesję, bo możliwe, że uda mi się z tym akademikiem i stypendium. Byłoby super, bo uwielbiam to miejsce. Kurwa, jednak Kraków to magia. I teraz mnie, Świetlicki, nie besztaj - magia w ludziach! Sobie leżę na trawce nad Wisłą i zaraz zbiorę się do czytania historii sztuki. Obskoczyłem i załatwiłem wszystko, co miałem obskoczyć i załatwić, a jeszcze nie ma 15. Najpierw z Piasków Nowych do AGH, żeby pocałować klamkę dziekanatu i zobaczyć, że jest od 13 do 15. Potem na piechotę do Ramusa na Garncarską (boczna Krupniczej) po 20 zł, potem do kafei wydrukować podanie o stypendium, pracę na etnografię o Kaczmarskim, zrobić przypisy i bibliografię do referatu o kościele w Świerzawie i go wydrukować, pójść na Kazimierz do Banasia, żeby dała mi numer swojego konta (bo mi już wymówili, a AGH musi gdzieś słać kasę), lecz dowiedziałem się, że jest u Ramusa, więc pojechałem (na gapę) na AGH, bo Tomek przysłał mi swoje konto SMS-em. W AGH czekałem w kolejce do dziekanatu, potem napisałem kolejne podanie do dziekana (z którem piłem w Złotoryi) o akademik, później napisałem tekst, później pojechałem (na gapę) do centrum, a teraz siedzę nad Wisłą i będę czytał. Cześć.
Mądrzeję, dojrzewam, gówno
Ja myślałem, ze mądrzeję, dojrzewam itp., a to gówno prawda. W weekend byłem w Lubinie na "Muzyce z oblężonego miasta". Całe cztery dni. Robiłem tam rzeczy, ktore często mi się nie zdarzały, nawet gdy mialem osiemnaście lat. Było totalnie. Jutro jadę najpierw na obóz naukowy do Złotoryi, a potem do Krakowa. I w ogóle mi się nie chce, bo jednak Legnica jest nadal trochę moja.
Oszołamiająco
Wszystko się popsuło. Nie, nie popsuło, tylko całkowicie znikło. Siedzę w Legnicy, nie robię niczego ciekawego, nic nie piszę, nie mam pomysłów i papierosów. Kompletnie się rozsypałem. Jest połowa sierpnia i muszę uczyć się na egzamin. Z Krakowem też niewiadoma, nie wiem czy będę miał gdzie mieszkać. Czy uda mi się z akademikiem. I nie wiem czy nie ukrzyżuję rzeczy. Nie warto o tym mówić, bo to, w gruncie rzeczy, głupota.
- - -
Już 15 sierpnia, jakoś niebardzo tęsknię do Krakowa. Będzie mi trochę smutno wyjechać, zostawić to wszystko po raz kolejny. W Krakowie będę 16 września, a akademik dostanę ewentualnie dopiero od października. Ciekawe co zrobię do tego czasu. Kurwa, ja nie nadaję się ani do żadnego studiowania, ani do pracy. Ja nie mogę mieć nad sobą nakazów i zakazów. Nie potrafię tak, muszę żyć i robić co chcę! Bo czy będę pracował czy studiował, i tak nie da to oszołamiających rezultatów. A jak robię coś z własnej woli, daje. Fakt, że od jakiegoś czasu nic oprócz picia alkoholu i palenia papierosów nie jest nieprzymuszone, ale to przecież daje rezultaty. Oszołamiające!
Zabawa w kotka i policję
Dziś 29 lipca, jutro jadę na Woodstock, po raz pierwszy od dwóch lat. Tydzień temu była w Legnicy wielka wichura i teraz nie ma połowy parku. Cały dzień w TV o tym trąbili, ha ha! Ledwo uniknąłem śmierci, po raz trzeci w życiu. Czyli jednak bawimy się w kota. Czyli jeszcze sześć, spoko. Podczas wichury, czy, jak kto woli, nawałnicy byłem na poligonie, opijaliśmy Narcyza urodziny. A jutro Woodstock i już się nie mogę doczekać.
- - -
Wróciłem z Woodstocku i moje zadłużenie powiększyło się dwukrotnie. Policja jest chora, dostałem 500 zł mandatu za to, że powiedziałem "jebać". Na dworcu w Głogowie.
Gówniana drabina
Kolejny raz w życiu siedzę na muszli. Koncertowej. Przez czas krakowski nauczyłem się po części patrzeć ludziom w oczy, gdy do nich mówię. Ale nie często niestety, a do tego rzadziej mówię. Może więc mądrzej? Wątpię. Chwilami czuję, że niczego nie powinienem powiedzieć, te chwile następują zaraz po powiedzeniu. A jakby było tak, że możnaby coś powiedzieć i mieć jeszcze czas na rekonesans słów? Jeśli słowo by nie podpasowało, byłoby usuwane. Tak pstryk. Wtedy słowa cedzonoby jak przez sito i już w ogóle nikt by się nie odzywał. Aż nadto idealny świat. Do porzygania szablonowy i przemyślany.
Nie mam nic, a powinienem, żeby zyskać jeszcze więcej. Na tym polega cały mechanizm - ktoś musi coś mieć, żeby się rozmnożyło. I znowu, i znowu. Ja nie mogę wejść nawet na pierwszy stopień tej gównianej drabiny. Nie mogę znaleźć pracy, więc nie mam pieniędzy. Nie mam pieniędzy, więc nie znajdę mieszkania w Krakowie. Nie znajdę mieszkania w Krakowie, nie skończę studiów. Nie skończę studiów, zostanę w Legnicy (albo odwrotnie). Zostanę w Legnicy, umrę z nudów i niczego nie osiągnę. Niczego nie osiągnę, będzie jak teraz. Będzie jak teraz, nie znajdę pracy, pieniędzy, mieszkania w Krakowie, studiów. ZOSTANĘ W LEGNICY.
Jebani bankierzy
Byłem dziś w pracy. 2,5 godziny i sobie poszedłem. Podziękowałem panu serdecznie. Panu robolowi, który chwalił się, że w swoim życiu przeczytał trzy książki. Pierdolę takich ludzi. Chcę do Krakowa, ale nie mam pieniędzy. Kolejny pierdolony zakręt i kolejne biedowanie. A w Krakowie zostawiłem wszystko, co mam. Kurwa, przecież ja nie mam niczego. Jestem młody, nie mam nic i mieć nie będę. Jestem młody, jestem nikim, będę nikim. Nawet nie mam żadnych książek. Nic, kurwa, totalne i kompletne NIC! Idę po papierosy.
Kurwa, grożą mi windykacją. Jebani bankierzy!
- - -
Wierszy to już prawie nie piszę. Bo nie umiem. Woodstock też jakiś dziwny, dużo zagranicznych kapel. W Legnicy nudno, cicho sza.
- - -
Wierszy to już prawie nie piszę. Bo nie umiem. Woodstock też jakiś dziwny, dużo zagranicznych kapel. W Legnicy nudno, cicho sza.
Legnica
Już 24 czerwca. Został mi jeden albo dwa egzaminy na wrzesień, Jeden na pewno, z drugiego nie było wyników. Pojutrze wypierdalam do Legnicy na miesiąc, coś zarobić. W sierpniu, jak wrócę, będę musiał starać się o akademik. Chcę już zostać w Krakowie. Jestem w almanachu "Krakowskiej Nocy Poetów".
Chyba się literacko cofam. Byłem na tej Nocy Poetów i czytałem "24", potem podpisywałem książki. Chyba wzbudziłem zainteresowanie rzeszy.
- - -
Jestem w Legnicy już tydzień. Jest dokładnie tak, jak myślałem - nijak. Chcę do Krakowa, z tym, że nie mam gdzie mieszkać przez wakacje. Ale tu zupełnie nic się nie dzieje! Mam straszne długi, a w Legnicy nie muszę się przynajmniej sam utrzymywać. Przyjechałem tu pracować, ale pracy nie ma!
Nie wytrzymam tu długo, nic się nie dzieje, a ojciec nie potrafi się do mnie normalnie odzywać i wraca takie dziuganie, jak dawniej.
Egzaminy i Tfoja Stara
Mieni mi się przed oczami świecidełkami. Nie dam rady na egzaminie dzisiaj, bo nie żyję. Dopiero co przyszedłem, całą noc piłem i tańczyłem. W restauracji, co się nazywa "Jazz Rock", na Sławkowskiej.
- - -
Wynalazłem nową, fajną i ciekawą knajpę. Na Grodzkiej, nazywa się "Tfoja Stara". 17 czerwca jest koncert Brudnych Dzieci Sida.
- - -
Powiesz, że jestem niezdecydowany, ale chyba wcale nie muszę się spotykać z Magdą. Nie zadzwonię. I pomyślałem sobie, że nawet gdyby Ewa chciała teraz, żebym wrócił, nie zgodziłbym się. Bo znakomicie mi się życie bez niej układa.
- - -
Nie zaliczyłem socjologii kultury, po raz drugi. Za pierwszym razem mówiłem o Baudrillardzie, teraz o De Saussierze, gadałem pieprzone dziesięć minut. A jutro historia sztuki, najgorszy egzamin.
Ale zdałem filozofię, na 4! I to po dwóch nocach alkoholowych.
Sesja i nieumiejętność pisania
Dzisiaj nawet nie czuję się taki brudny i klejący. Byłem na egzaminie i muszę iść jeszcze raz. Ale spaliłem dziś tylko jednego papierosa, bo nie mam pieniędzy. To zostało bez zmian. I nawet się najadłem! Dostałem pierogi od siostry. Jeszcze na jutro starczy i pojutrze.
- - -
- - -
Mam papierosy! A wcześniej jednak jednego się nie doliczyłem, bo mnie koleżanka poczęstowała. Teraz czekam na Renatę (dziewczynę Baziego, z którym mieszkają po sąsiedzku), bo wczoraj zrobili mi pranie. Ubieram spodnie i w długą! Najpierw po notatki, potem Kazimierz albo Zwis. W zależności, czy te pizdy z AGH przysłały mi pieniądze.
- - -
Ścięli mi włosy. Jutro mam egzamin z filozofii. Nie umiem już pisać, chyba po mnie. 17 czerwca, czyli za tydzień, jest na św. Tomasza w klubie "Imbir" jakiś koncert i ja mam tam czytać swoje teksty. Muszę się odblokować, bo nic z tego nie będzie.
Blues Odyssa
Wczorajszy wieczór spędziłem w Zwisie. Wydałem całą kasę, bo spotkałem znajomego, a potem dosiedli się jego znajomi, znajomi tych znajomych itd. Skończyło się na tańczeniu na krzesłach i stołach. Teraz mam zero zł. I zostało mi dwa dni. Dobrze, że zdąrzyłem jeszcze kupić fajki i teraz mam, ale te w końcu też się skończą. Wtedy wezmę gitarę i pójdę. A wczoraj siedział z nami kandydat PO do parlamentu europejskiego (dzisiaj wybory), Sonik. Łysy, wyglądał jak Kojak.
Nigdzie nie pójdę z gitarą, bo zapomniałem, jak się gra. Jedna forma zarobku odpada. Teraz mogę już tylko dać dupy. Fu!
- - -
Jeśli kiedykolwiek w przeszłości uważałem się za lumpa i straceńca lub chciałem nim być, to teraz się to stało. Teraz nie mam bliżej okreslonego celu, nie mam za bardzo gdzie mieszkać, chodze brudny w tych samych, śmierdzących spodniach, nieogolony i gruby. Niczym nie różnię się od żuli z plantów. No, chyba że wiekiem, bo tamci z reguły są starzy. Zero pieniędzy, zero koncepcji, kilka papierosów. Nie mam gdzie się umyć.
- - -
Od kilku tygodni praktycznie nie ruszam się poza centrum Krakowa, co sprawiło, że Rynek się skurczył i już w ogóle nie wydaje mi się wielki. Pewnie dlatego, że ostatnimi czasy spędzam tam całe dnie. I Wisła już nie taka szeroka.
Ziele
Czekam na tramwaj, na Kurdwanów. Jadę zabrać buty, kilka bluzek, może jakąś bieliznę, indeks, książeczkę zdrowia. I zgrać sobie Kaczmarskiego, bo tęsknię. Za Ewą momentami też, ale już nie tak intensywnie. Już wiem, że to koniec. Życie w kilku kartonach, które pozostanie na Krupniczej nierozpakowane, gdyż nie ma miejsca, ani warunków.
- - -
Znów byłem na Kazimierzu i znów się upaliłem. Biegałem wokół Błoń z wiśniówką w ręce. Muszę iść spać, bo już południe. Trzeba trochę pospać i obudzić się, by zapalić papierosa. Bo przed chwilą paliłem i głupio byłoby tak znowu. Przed samym sobą głupio.
Wczoraj miałem fantastyczny odlot. Szedłem i nie czułem, że idę, wydawało mi się, że lecę. I mijałem rzeczy, i widziałem je poważnie przejaskrawione i wyostrzone. To było fascynujące. I ludzie poruszali się dziwnymi torami ruchu, jakby byli z innej rzeczywistości. Jakby w ogóle byli z jakiejś rzeczywistości. Z paleniem trawki jest jak z pudełkiem czekoladek - nigdy nie wiesz, co się trafi. Za każdym razem mam co innego. Od jakiegoś czasu palę więcej, niż przez całe moje wcześniejsze życie.
List z izby i sflaczała noc
Siostra przejęła list z izby. Urosło do 258,80 zł. Muszę zapłacić, bo przyjdzie na Ogrodową i tato się dowie. Kurwa.
Znowu noc. Kolejna samotna na sflaczałym materacu. Szwędałem się po Rynku prawie godzinę i nic to nie dało. Jestem gruby, nieatrakcyjny itd. Od długiego czasu śpię sam. I nie zanosi się na zmianę. Z Magdą też dam sobie pewnie niedługo spokój. Pewnie będę do tego zmuszony. Tyle kobiet i każda obca, każda patrzy brakiem zainteresowania. Ja nie patrzę, bo niby po co. A teraz patrzę zmęczeniem. A Tusk siedzi w jebanej Wieliczce. Trzeba iść spać, nie mam wyboru, ani nic innego. Straciłem zapał, nawet w sprawie Magdy.
Swojski Wojski
Natenczas Wojski chwycił róg bawoli
i już do podejścia jął się gramolić
na pannę Zuzannę co w swym obejściu
snuła plany o bogatym zamęściu
Wnet bawoli róg pręży się i spina
chucha i dmucha jak prącie Murzyna
biedna panienka raz pierwszy na oczy
widzi jak olbrzym z krocza ku niej kroczy
Widząc to Wojski szepce do panienki
by się nie bała gdy da jej do ręki
zwitek banknotów z bielikiem orzełkiem
bo tak się zachwycił Zuzanny wdziękiem
Wtem do pokoju siostra przełożona
wpada i widzi jak Zuza w swych dłoniach
ochoczo miętoli tego kolosa
co niegdyś wygnał z dworu Dona Carlosa
Tak stoi i patrzy i ani słowa
panna do wejścia już prawie gotowa
i siostra milczy lecz jej dusza śpiewa
że jako męczennik pójdzie do nieba
i już do podejścia jął się gramolić
na pannę Zuzannę co w swym obejściu
snuła plany o bogatym zamęściu
Wnet bawoli róg pręży się i spina
chucha i dmucha jak prącie Murzyna
biedna panienka raz pierwszy na oczy
widzi jak olbrzym z krocza ku niej kroczy
Widząc to Wojski szepce do panienki
by się nie bała gdy da jej do ręki
zwitek banknotów z bielikiem orzełkiem
bo tak się zachwycił Zuzanny wdziękiem
Wtem do pokoju siostra przełożona
wpada i widzi jak Zuza w swych dłoniach
ochoczo miętoli tego kolosa
co niegdyś wygnał z dworu Dona Carlosa
Tak stoi i patrzy i ani słowa
panna do wejścia już prawie gotowa
i siostra milczy lecz jej dusza śpiewa
że jako męczennik pójdzie do nieba
Magda
Poznałem kobietę. Ma imię nawet. Pierwsza imienna kobieta od czasu Ewy. Magda. Przyszła w nocy, kiedy już na żadne zapoznanie nie liczyłem. Siedzieliśmy wspólnie, przez nią zrzuciłem wódkę ze schodów. Genialnie rozprawiła się z resztą facetów. Ja dostałem numer telefonu. Pewnie się jeszcze spotkamy. Zaintrygowała mnie poważnie. Ma długie, czarne, kręcone włosy. I ma imię. Ładne imię. Nie do końca pamiętam jak wygląda. Tylko to, że ma długie, czarne i kręcone włosy. I że pali Vogue lub L&M link. I że mnie poważnie zaintrygowała zaraz przy wejściu. I że jeszcze się z nią spotkam. Że chcę i muszę. I że rozdział pt. "Ewa" został definitywnie zamknięty. I że oprócz cielesności, zafascynowała mnie przede wszystkim swoją powierzchowną niedostępnością. Jak pogoniła tego kolesia, aż zamknął się w sobie. Ha ha! Podobało mi się to.
- - -
Już Kraków i brak kibla, wanny. Poduszki. Jutro do niej napiszę, spytam kiedy ewentualnie byłaby w Krakowie. Teraz nie, teraz jestem zmeczony po życiu. Tylko niewiadomo czy ona zechce się spotkać. Za dużo o niej piszę. Rozmawialiśmy jeszcze dzisiaj przez telefon. Ja tu tyle piszę, bo zostawiłem książkę na Kazimierzu i nie mam co robić. Jutro odbiorę, gdy pojadę zawieść pranie i myć włosy. Płuca mnie bolą i coś stoi mi w gardle, czego nie mogę wyciągnąć.
Ciekawe, czy mnie nie wyśmieje. Ile ma lat? Wydaje mi się, że jak siedzieliśmy na ławce-huśtawce, to ona coś mówiła o maturze w tym czy następnym roku. Czyli 18-19. Co za różnica.
- - -
Rozmawiałem z nią, chce się spotkać. Pracuje w kinie w Krakowie. Ma bardzo sympatyczny i przyjazny głos. Jeszcze mamy się dogadać odnośnie terminu. Znając życie, drugiego razu już nie będzie.
Pierdolona pszczółka
Chciałbym zapalić, ale nie chce mi się iść do kuchni. Ale chyba jednak pójdę. Nikogo nie ma, siedzę sam. Mogłem zostać na Kazimierzu. Napiłbym się piwa, ale nie ma w lodówce, a ja nie posiadam pieniędzy. A się nudzi mi, nawet TV nie ma, by zabić czas. Ale mam radio. I papierosy, które są przy mnie zawsze. Wszyscy się odwrócą, a papierosy zostaną. Może pójdę spać, bo ostatnio przez dzień nie jem i nie śpię. Cipa ze mnie, zostawiłem książkę na Kaziku.
O! Właśnie dostałem telefon, idę pod Wawel. Ha! Zbieram się.
- - -
Na takiej imprezie jeszcze nie byłem. Domówka na ponad sto osób i to w mieszkaniu w kamienicy. Jakieś puste się teraz te moje życie zrobiło. Tak wszystko automatycznie się dzieje. Imprezy, palenie, papierosy, kobiety, wódka, piwo, gin... Dużo robię, ale bez uczucia. Mój jedyny cel teraz to zapić, zapalić, zaliczyć. Nie wiem, ile to będzie trwać. Z kwiatka na kwiatek jak pieprzona pszczółka-reproduktorka. Do dupy z tym wszystkim. Jedyne co może z tego wyjść, to niechciane dzieci. Dzieci-śmieci. W radio mówią o kupie i rzyganiu. Zaraz jedziemy do Skidzinia na imprezę do siostry Fajfera.
Muszę przywieźć gitarę z Kurdwanowa, sobie pozarabiam w Rynku. W Krakowie jeszcze nie grywałem. Przydałby się jeszcze jakiś śpiewnik, bo wszystkie piosenki pozapominałem.
- - -
W Skidziniu jestem sobie, nieopodal Oświęcimia.
Muszę przywieźć gitarę z Kurdwanowa, sobie pozarabiam w Rynku. W Krakowie jeszcze nie grywałem. Przydałby się jeszcze jakiś śpiewnik, bo wszystkie piosenki pozapominałem.
- - -
W Skidziniu jestem sobie, nieopodal Oświęcimia.
Pioseneczka o kapu-kapu
Dojadłem nie zostawiając
ani okruszka
ani kapki w cudzych ustach
ani kapki
w obcych brzuszkach
Oblizujesz się kosztujesz
swym paluszkiem
w talerzyku na stoliku
z tym okruszkiem
pod obruskiem
I tak klęczysz godzinami
na kolankach
od klęczenia obdzieranych
ani kapki
savoire-vivru za uszami
ani kapki
pod spodniami
I tak klęczysz
oblizujesz bo kosztujesz
kosztu-kosztu
w usta nigdy nie całujesz
kapu-kapu
i z wypłatu
ani okruszka
ani kapki w cudzych ustach
ani kapki
w obcych brzuszkach
Oblizujesz się kosztujesz
swym paluszkiem
w talerzyku na stoliku
z tym okruszkiem
pod obruskiem
I tak klęczysz godzinami
na kolankach
od klęczenia obdzieranych
ani kapki
savoire-vivru za uszami
ani kapki
pod spodniami
I tak klęczysz
oblizujesz bo kosztujesz
kosztu-kosztu
w usta nigdy nie całujesz
kapu-kapu
i z wypłatu
13.11.2009
Czy kobiety zawładną światem?
Nie ma wanny, ani kibla. Ani zlewu, ani łóżka. Ani mnie nie ma, ja zostałem, nie dotrzymałem kroku. Wczoraj musiałem jechać na Prądnik Czerwony, dwadzieścia minut drogi samochodem, aby się umyć. W cudzym mieszkaniu, na szybko i bez wiedzy właścicielki. To wyglądało, jakby włamywacz włamał się i poszedł pod prysznic. Musiał następnie usunąć każdy najmniejszy ślad swojej obecności. Używałem szamponu tej kobiety.
Mam pomysł na powieść. Lata 60 XX wieku. Kobiety powzięły chytry plan - poprzez stosunki seksualne wysysają z mężczyzn testosteron, który jest im niezbędny by odwrócić bieg rzeczy i hierarchii płciowej, a w efekcie by zawładnąć światem. Akcja po jakimś czasi przeniesie się do czasów współczesnych, kiedy to okaże się czy ów chytry plan wypalił.
Odbija
Nocowałem na Kazimierzu. Poznałem taką siostrę koleżanki z roku. Nic poważnego, ale może mi pomoże. Ostatnio czytam wiele książek. Skończyłem biografię Kaczmarskiego, teraz "Siekierezada" Stachury. Jedyny plus, jaki z tego wszystkiego wyszedł to to, że nie mam komputera i telewizora.
Teraz idę kuć. Nie na żaden egzamin, kuż dziury w ścianie, jak przystało na porzuconego studenta kulturoznawstwa. Wielki zbieg okoliczności, zawsze, gdy kończy się jedno z moich żyć, kuję dziury w ścianie. 14 grudnia 2007 też przecież kułem. Dzisiaj myślałem przy tym sporo. Że nie ma co się denerwować. Że w dupie, że było i nie ma. Że wspominanie jest bez sensu. Że będę sobie teraz skakał z kwiatka na kwiatek i nie przejmował się stałymi związkami. Że nie będę się pakował w żaden. Że zostanę skurwielem na jedną noc lub aniołem na dzień. Nie da rady inaczej. A to, że nie mam gdzie mieszkać to dupa. Przez 1,5 roku zmieniałem miejsca zamieszkania tyle razy, że ciemnieje mi już karnacja i staję się Cyganem.
Nad rzeką znalazłem kastet. Teraz (ha!) już niczego się nie boję. Teraz jestem uzbrojony po pachy i urobiony po zęby. A Ewa niech żałuje i żyje sobie z alkoholikiem bez pracy, pieniędzy, po ledwo skończonym gimnazjum i z zapitym ryjem.
Wykułem dziurę na jakieś cztery metry. Moje zadłużenie topnieje.
Psychiatryk i napisy końcowe
Publikują mnie w periodyku Zwisu. Już raz były dwa moje teksty ("Go-Go danse / macabre" i "Wieczór zaplanowany"). Teraz planują dać mi całą stronę. Źle się czuję, chyba wolałbym umrzeć. A może i nie. Raczej nie. Lubię żyć. Inna sprawa, że nie wyobrażam sobie teraz życia.
Dowiedziałem się, że oprócz na izbie, byłem też w psychiatryku. I stąd pewnie te kajdany. I ponoć długo rozmawiałem z psychiatrą. Stwierdził, że mam nienormalny światopogląd i dziwne myśli, ale nie samobójcze. Dlatego mnie wypuścili. Ponoć obrażałem policjantów i przeklinałem, ale to zwyczajne. Ja bym się nigdy nie zabił. Nawet jakbym chciał, to bym się na to nie odważył. Jestem cały brudny, bo musialem sprzątać. A nie umyję się, bo nie ma ciepłej wody, ani gazu. Tylko pada deszcz.
- - -
Po wszystkim. Całkowicie. Ewa spotyka się z Kubą, bratem Cielaka. Z tym popierdolonym skurwielem. Koniec. Nie wiem, co zrobię. Myślałem, że jeszcze z tego coś może być. Ale ten kutas wykorzystał sytuację.
Wyprowadzka
Wyprowadziłem się. Na razie nie wiem na ile. Mieszkam na Krupniczej, na podłodze. I od wielu dni nie bylem trzeźwy. Ale dzisiaj zaczynam, co owocuje ogromnym kacem. Ale dzisiaj znowu się nawalę. W Legnicy, bo jadę na chwilę. Wczoraj piłem na plantach tanie wina z dziwnymi osobnikami. Zaczepiła mnie jakaś postać, która chyba kiedyś była kobietą i spytała czy mam jakieś drobne. Miałem akurat 40 zł, więc wziąłem ją do sklepu i kupiłem trzy wina i wypiłem je z jej znajomymi. Ewa mówi, że ma nadzieję, że wrócę. Może i tak, ale muszę nabrać do tego większego dystansu. Bo teraz męczę się jak nigdy.
Policja u mnie była. Facet powiedział, że jak jeszcze raz będę próbował się zabić i przeżyję, to pójdę siedzieć. Nie wiem, co gorsze. To chyba, że nie mogę przestać o niej myśleć.
Policja u mnie była. Facet powiedział, że jak jeszcze raz będę próbował się zabić i przeżyję, to pójdę siedzieć. Nie wiem, co gorsze. To chyba, że nie mogę przestać o niej myśleć.
Z rozsznurowanymi butami
Rozłączyło nas coś o wiele szybszego i mniej spodziewanego niż obiecana śmierć. Nawet rok nie potrwało. Wczoraj spędziłem noc na izbie wytrzeźwień przy ulicy Rozrywki 1. Posypało się, mimo że byłem przekonany, że będzie trwać cały czas. Aż się dziwię, że mogłem być taki naiwny. Jak w "Sznurowadłach" Fisza. Dosłownie.
Znów zostałem kopnięty w moją coraz grubszą dupę. To jest chyba wręcz przypisane mi. Wylądowałem na izbie, bo miałem prawie śmiertelną dawkę, ponad cztery promile. Miałem zamiar zapić się na śmierć. I ponoc prawie mi się udało.
Alkohol
Myślę, że mam małe problemy z alkoholem. Od kilku tygodni piję codziennie w ilościach. Raczej dozwolonych, bo niby czemu nie, ale przekraczających granicę dobrego smaku. I to się tak przeciąga. Już nawet żadne studia, ani mus wczesnego wstawania nie są żadną przeszkodą. Jeszcze staram się uciekać tak, jak teraz, do wanny, ale to nie pomaga, bo i tak kiedyś wyjdę. I palić zacząłem od nowa, a już byłem blisko rzucenia. Stwierdziłem, że palę tylko przy alkoholu i tak mija dzień za dniem. Po śmierci Marka Cielak niemalże zwariowała, pije na potęgę, a my próbując ją z tego wyrwać, zapraszaliśmy ją do siebi, żeby nie jeździła w dziwne miejsca. I sami się wciągnęliśmy. Już nawet prawie nie jemy, większość pieniędzy przeznaczamy na alkohol.
Walenie konia
Siedzę na zajęciach i mam 22 lata. Siedzę, a to się ostatnio nie zdarzało. Chyba jestem chory. Opijaliśmy moje urodziny trzy dni. Nie mów do mnie po nazwisku
Siedzę jak kretyn i powielam obrazki dziwne.
Rodzą, umierają
I jest mała Ania.
Pojawiła się, ucinając wszelkie spekulacje.
Trzy kilo szczęścia – mówi Marcin.
Niedowierzam, miał być Piotruś,
a tu Ania.
Marcin pracuje, jest
konduktorem w Kolejach Dolnośląskich.
Ja z kolei czekam na sesję
egzaminacyjną, po raz drugi,
a pierwszy na nowej uczelni.
Po sesji posprzątamy
i weźmiemy się za życie, planujemy
z Ewą od kilku tygodni.
Nie wiem, może faktycznie
wszystko się zmieni.
Zasypiając lub jadąc
porannym tramwajem, szukam
w myślach minionego –
kradzionych wraz z Marcinem win,
popijanych nad nocną rzeką;
dzikich akcji w supermarketach.
Było, minęło – mówi Marcin –
teraz mała Ania.
Jest. Pojawiła się. Ucinając.
- - -
Jezusowi i Agnieszce urodziła się córka! Ponad trzy kilo. 19 stycznia 2009. Jezus!
- - -
Marek nie żyje. Ten góral-hipis ze Szczyrku. Prawie go nie znałem, to był facet Cielaka, tej co koło nas mieszka. Jeszcze niedawno do nas dzwonił... Umarł, tak po prostu, w nocy było u niego pogotowie, ale go nie zabrało. Miał od 47 do 50 lat. Nie jestem w stanie tego określić, to już zostanie jego słodką tajemnicą. Teraz jak nigdy boję się śmierci. Nie, nie śmierci - boję się umrzeć i zostawić tyle rzeczy.
Pojawiła się, ucinając wszelkie spekulacje.
Trzy kilo szczęścia – mówi Marcin.
Niedowierzam, miał być Piotruś,
a tu Ania.
Marcin pracuje, jest
konduktorem w Kolejach Dolnośląskich.
Ja z kolei czekam na sesję
egzaminacyjną, po raz drugi,
a pierwszy na nowej uczelni.
Po sesji posprzątamy
i weźmiemy się za życie, planujemy
z Ewą od kilku tygodni.
Nie wiem, może faktycznie
wszystko się zmieni.
Zasypiając lub jadąc
porannym tramwajem, szukam
w myślach minionego –
kradzionych wraz z Marcinem win,
popijanych nad nocną rzeką;
dzikich akcji w supermarketach.
Było, minęło – mówi Marcin –
teraz mała Ania.
Jest. Pojawiła się. Ucinając.
- - -
Jezusowi i Agnieszce urodziła się córka! Ponad trzy kilo. 19 stycznia 2009. Jezus!
- - -
Marek nie żyje. Ten góral-hipis ze Szczyrku. Prawie go nie znałem, to był facet Cielaka, tej co koło nas mieszka. Jeszcze niedawno do nas dzwonił... Umarł, tak po prostu, w nocy było u niego pogotowie, ale go nie zabrało. Miał od 47 do 50 lat. Nie jestem w stanie tego określić, to już zostanie jego słodką tajemnicą. Teraz jak nigdy boję się śmierci. Nie, nie śmierci - boję się umrzeć i zostawić tyle rzeczy.
Jakoś BEDZIE
Wracam sobie z zajęć, 14.01.09. Dojeżdżam do Powstańców Wielkopolskich. Sesja nadchodzi niebezpiecznie szybkimi krokami, ale coraz mniej się jej boję. Przecież są jeszcze poprawki, więc nie ma pośpiechu. A tam, jakby powiedział to Polak-optymista: JAKOŚ TO BEDZIE. Volbeat będzie w Krakowie. Śmiedzi mi z ust papierosami, połączonymi zapachem własnym. Dlateo nie otwieram się na ludzi w tramwaju.
Ja nie sterczę i ty
sucha - całkowita zgodność
w rozpadzie
zaraz przyjdzie wstręt
wypominanie cudzych
listów i całkowicie swoich
uchybień
ależ oczywiście tak
jak najbardziej racja
i najlepsze - kochanie
- - -
Jest niedziela i nie mogę się wziąć, bo mnie mdli. Nie mogę niczego załatwić. Dupa. Tak.
- - -
Poniedziałek. Mdli mnie jeszcze bardziej. Spóźniłem się na wykład z logiki i na niego nie poszedłem. Dupa, tak.
Ogrodowa 21
Tylę piszę o zmianach, jak Obama. Za jakiś czas może zapomnę, że kiedyś było inaczej, ale teraz jeszcze patrzę przez pryzmat minionego. Bo minione jest ciągle świeże. Nadal pamiętam, jak wracałem przez park i czekały na mnie pierogi, jak musiałem za każdym razem kupować gumy owocowe, by rodzice nie wyczuli papierosów. Sklepy zbiły na mnie fortunę przez te gumy! Jak przesiadywałem na dole z nogami na stole, nocami, przed telewizorem i oglądałem dziwne programy, podbierałem jedzenie - zimne pierogim orzechy, migdały, ser lub szynkę. Jak mama krzyczała na mnie z góry, żebym szedł spać. Nie zawsze krzyczała, przeważnie po prostu pytała, co ja tam robię.
Jak nie pracowałem i nie studiowałem, jak tym samym wkurwiałem rodziców. Jak często wychodziłem z domu, byleby tylko w nim nie siedzieć. Jak zamykałem się w swoim pokoju, z muzyką, czytaniem i pisaniem. Aż w końcu wróciłem do domu, zjadłem zimne pierogi, przeczytałem książkę. I już sam z niego nie wyszedłem. Wypadłem, zostałem wywieziony. Po czterech i pół miesiąca wróciłem do brudnego, czarnego od sadzy, pustego i zastygniętego budynku. Żadnego Domu - budynku, który znaczył już tylko tyle, co wspomnienia. A one były na każdym kroku. Niezjedzona mandarynka, która ostatniego dnia miała mi chyba służyć za gumę owocową, płyta w odtwarzaczu, którą słuchałem, rozbabrane w pośpiechu łóżko, moje rzeczy zalegające na półkach i w szufladach. Ciuchy na krześle, w których chodziłem ostatniego dnia, i które pewnie miałem włożyć dnia następnego, który nigdy nie nastąpił. Pęknięta szyba w oknie, przez które wyskoczyłem. Książki na półkach, a w nich pocztówki, listy, laurki dla rodziców. Wszystko zastygło, nie minęło te 4,5 miesiąca.
Potem musiałem to wszystko przebierać i wracać myślami, by następnie wybrać rzeczy najpotrzebniejsze, a resztę odrzucić. A w pokoju rodziców łóżko. Po stronie mamy tabletki, które zażywała, bursztyny i landrynki. Wszystko czarne, jakby ktoś oblał to farbą. Zostały tylko białe prostokąty na ścianach, pozostałe po obrazach.
Na strychu, w kąciku, w którym mama szyła, maszyna przykryta serwetką, zarzuconą przez mamę. W szufladzie pod maszyną materiały, guziki, igły, nici, zamki błyskawiczne, ktore już się nie przydały. A w szafach, tych zapasowych, nagromadzone niepotrzebne ubrania, torby itp, w których zawsze grzebałem w poszukiwaniu dziwnych rzeczy. Książka kucharska...
Już coraz mniej czuję ogień, gdy wchodzę na Ogrodową 21. Już nawet śmierć chyba dała sobie spokój. Czarna godzina minęła, dlatego już niczego nie trzeba odkładać.
Współczesna Katarzyna
Wracam do Legnicy z koncertu. W miarę udany. Obok siedzi kobieta, na oko 75-80 lat. Posądziłbym ją, co najwyżej, o wodę i herbatniki, a ona pije czerwoną coca-colę i pali mocne Marlboro. Ale jak pali! Trzyma papierosa w ustach, jednocześnie wypuszczając dym nosem. Ma torbę skórzaną i przyczepione do torby metalowe kółeczka, przypominające ćwieki. A kobieta obok niej, około pięćdziesięcioletnia mocno się krzywi. Czyta gazetę z cyklu "mój mąż ma kochankę, czy to moja wina?" Stara kobieta paląc obserwuje zmieniające się za oknem obrazy. Myślę, że przypominają jej życie. W tym momencie pociąg zmusił ją do kiwnięcia potwierdzająco głową. Spadł śnieg, pociąg stanął.
Sikanie na święta
Dzisiaj 24 grudnia, jestem trzeci dzień w Legnicy. Śpię na Ogrodowej i nawet coraz lepiej. Z tym, że ostatnie noce byłem podpity i z biegu zasypiałem. Wczoraj załatwiłem tacie kota, ale gdzieś spierdolił i nie możemy go odnaleźć. Muszę czytać Fromma. A Karmelinie odpierdala Polska chyba, bo robi się z niej chamski bachor. Pewnie to przez te osrane gimnazjum. Tym bardziej, że ona jest podatna na różne głupoty. Ja jakiś czas pewnie będzie łazić po rynku z głupiutkimi koleżankami i podrywać emo-chłopców, tak bardzo modnych i topowych.
Od kilku dni przesiaduję w Modjeskiej - knajpie teatralnej. Wczoraj zwyzywałem jakiegoś kolesia, pseudo-aktora legnickiej grupy teatralnej "Bohema". Szkoda mi się go zrobiło, a zarazem wzbudził we mnie śmiech i zażenowanie. Siedział sobie przy stoliku i zgrywał wielkiego aktora. Nawet jakby się nazywał, dajmy na to, Chyra i był moim ulubionym aktorem, i tak jego zachowanie i sposób mówienia byłyby co najmniej śmieszne. Niektórym ludzikom zapach sławy odbija. Na przykład Mały Rasta, ten sam, ktory jeszcze niedawno nie potrafił odróżnić chuja od temperówki, teraz zgrywa wielkiego poetę, bo wyjechał do słynnego Wrocławia i chodzi na jakieś tam warsztaty. Za niecały miesiąc Agnieszka rodzi!
Kota dalej nie ma. E tam, najwyżej kuweta będzie dla mnie.
- - -
Kot jest. Pierwszy dzień świąt. Byłem w nowym A2. Zaraz zacznę czytać Fromma. Lubię Legnicę, ale tęsknię za Krakowem. Jutro pójdę połazić sobie po parku, bo jeszcze nie byłem. Odkąd tu jestem, stale muszę coś załatwiać. Dzisiaj widziałem się z Przemkiem, pierwszy raz od ponad roku. Zapuścił brodę, ale dalej jest.
Zmieniłem się, szukam w marketach szynek, żeby w domu było fajnie. Całkiem fajne to miasto, gdy się je odwiedzi raz na czas. Dzisiaj 26 grudnia, możliwe, ze rok temu już sikałem. 30 się obudziłem i byłem święcie przekonany, że pielęgniarki chcą mnie zabić. Sylwester i nowy rok to bolesne odwracanie głowy w stronę okna, by zobaczeć kto się jeszcze bawi, a kto poszedł spać.
Targowica do Legnicy
Siedzę w pociągu do Legnicy. Próbowałem się uczyć, usiłowałem czytać Fromma, ale spotkały się dwie kobiety. Od Krakowa nie przestają przekupywać. Aż do Kędzierzyna, aż się ściemniło. Jest jasno, ale te już włączone moją ręką. One dalej gadają. Wypiłem dużego Lecha, spaliłem dziesięć papierosów, a one nie przestają. Już przeszły na "ty, twój", a to wcale nie zapowiada rychłego zakończenia targowiska. A do tego kończy mi się bateria w muzyce i już nie będę miał tarczy anty-kobietowej.
Chcę tej Legnicy, czekałem od kilku dni, chcę pochodzić, porozmawiać, popić tam, gdzie rok temu. Dzisiaj rok od pogrzebu. Rok temu spałem, aż do 30 grudnia. W tym roku (mam nadzieję) podtrzymamy tradycję pasterkowo-targową, już rozmawiałem z zainteresowanymi.
Te kobiety już nawet nie mówią "mój chłopak, tato, brat, wujek", tylko "Michał". To bez wątpienia zły znak, że używają mojego imienia. Później pewnie wymienią się numerami i pojutrze wyślą sobie SMS-y świąteczne.
Za minutę godzina W. Chyba chudnę, choć nie jestem pewien. Złoty Strzał gra koncert w LCK, z okazji WOŚP:
ZIELONE ŻABKI
AMOKH
ZŁOTY STRZAŁ
MARIA NEFELI
VIAFORA.
Jeszcze nawet nas chcą. I nawet mnie. Pojadę, sesja poczeka. Tylko jak jej nie zaliczę, to będę leser itd. Stop. Gogolin, chyba ten z ludowej przyśpiewki. Lecz czy oby na pewno ludowej? Light na mnie czeka. Światło? Marlborów lajtówsuper nie było, a miałem pieniędzę na Malrbory. Kreska w pieniądzach jest przemyślana. Kobiety pokazują sobie zdjęcia bliskich. Ale już nie papierowe, cyfrowe! Gadają bez przerwy.
Już Oława. Ciekawe, które miejsce jest teraz moim domem? Aktualnie Kraków, historycznie Legnica. Ale teraz Legnicę odwiedzam już tylko jako gość. Facet jednej z mojej współpasażerki ma na imię Sławek. "Nie miałam pomysła, co Sławkowi kupić na święta". Świat Kiepskich wchodzi w codzienność. A facet drugiej ma więcej ciuchów niż ona. A facet pierwszej ma ciemne włosy, ciemną karnację i lubi koszulki zielone i brązowe. Cieszy się, gdy je nosi. Kupiła mu koszulkę z trochę grubszej bawełny. Znajoma pierwszej wykorzystuje zniżki, załatwia jej slipki, może z satyną, ślizgane, z wzorkami. Dobrze jest mieć takie znajomości.
Za minutę godzina W. Chyba chudnę, choć nie jestem pewien. Złoty Strzał gra koncert w LCK, z okazji WOŚP:
ZIELONE ŻABKI
AMOKH
ZŁOTY STRZAŁ
MARIA NEFELI
VIAFORA.
Jeszcze nawet nas chcą. I nawet mnie. Pojadę, sesja poczeka. Tylko jak jej nie zaliczę, to będę leser itd. Stop. Gogolin, chyba ten z ludowej przyśpiewki. Lecz czy oby na pewno ludowej? Light na mnie czeka. Światło? Marlborów lajtówsuper nie było, a miałem pieniędzę na Malrbory. Kreska w pieniądzach jest przemyślana. Kobiety pokazują sobie zdjęcia bliskich. Ale już nie papierowe, cyfrowe! Gadają bez przerwy.
Już Oława. Ciekawe, które miejsce jest teraz moim domem? Aktualnie Kraków, historycznie Legnica. Ale teraz Legnicę odwiedzam już tylko jako gość. Facet jednej z mojej współpasażerki ma na imię Sławek. "Nie miałam pomysła, co Sławkowi kupić na święta". Świat Kiepskich wchodzi w codzienność. A facet drugiej ma więcej ciuchów niż ona. A facet pierwszej ma ciemne włosy, ciemną karnację i lubi koszulki zielone i brązowe. Cieszy się, gdy je nosi. Kupiła mu koszulkę z trochę grubszej bawełny. Znajoma pierwszej wykorzystuje zniżki, załatwia jej slipki, może z satyną, ślizgane, z wzorkami. Dobrze jest mieć takie znajomości.
Druga: "jak już miałam swoje pieniądze, gdy zobaczyłam, że czegoś nie ma w domu, to kupywałam". Sławek pracuje na budowie i ją (która też ma coś wspólnego z branżą budowlaną) nie obchodzi, ile tak naprawdę zarabia. Jeśli Sławkowi nie wypłacają pieniędzy, to Ania płaci za mieszkanie. Facet koleżanki - córki bogatego tatusia, pracował dorywczo, zarabiał 600 zł, wszystko wydawał na gry. Jeśli nie starczało, koleżanka brała od ojca. Potem facet związał się z inną kobietą. Z tamtą Michał też pochodził dwa tygodnie i się z nią rozstał. "W ciągu trzech miesięcy miała czterech facetów. Ja ze Sławkiem dłużej". "Przeagentka, ale sympatyczna". "Do czterech razy sztuka". "Może akurat chce spróbować wszystkiego, ma 22 lata, tu piwo, tam piwo. Znajomych ma na pęczki - tu jeden, tam drugi, dziesiąty. Życie ma ciekawe, na pewno". Koniec!
Ale one dalej gadają...
Poranna droga na AGH
Poranny papieros na mokrym i powszednim balkonie.
Stojąc tak, zawieszony i unoszony przez chmurę dymu, zaspanym wzrokiem
przyglądam się krzyczącemu z naprzeciwka obwieszczeniu: „Wisła pany, reszta dziady”.
Już od rana człowiek jest poinformowany, gdzie jego miejsce. Jak w każdy
poniedziałek kupuję Newsweek, zaczynając od wczytania się w słowa felietonu
Tomasza Jastruna, inteligentny starszy dziwak, myślę nie patrząc w przyszłość.
Spoglądam za to na nadjeżdżający tramwaj znajomej linii.
Każde
wejście do środka komunikacji miejskiej to gonitwa za miejscem siedzącym,
polowaniem i odwracaniem się do szyby na widok babć. Bagatela, Urzędnicza,
Uniwersytet Pedagogiczny (do wczoraj zwany akademią), Bronowice. Potem kolejny
dymek, który z kolei umil piechotę. Wczoraj dzwonił Marcin, niebawem zostanie
ojcem. Agnieszka ma termin na czerwiec, a jeszcze niewiadomo, czy będzie
Piotruś czy Ania.
Cracovia kurwa, z-Wisła stara dziwka
Po raz kolejny się wykąpałem. W Krakowie jest Dalajlama, tydzień temu umarł Olass z Acid Drinkers, a jeszcze niedawno częstował mnie papierosami, a ja grałem na jego gitarze. Nadeszły klęski. Nie mam pieniędzy. Stary problem. Chcą mi cofnąć zasiłem z MOPS, bo nie ma mnie w Legnicy. Do tego prawa strona zębów nadaje się chyba tylko do wyrwania, a nigdzie nie mogę znaleźć wolnego dentysty. To efekt upadku z okna i przypierdolenia o stalową rurkę. Do tego muszę zrobić prześwietlenie nogi i jechać do Katowic na wyciągnięcie szyny. Coś mi się wydaje, że tendencja wzrostowa powoli się kończy. W domu mamy syf, bo nikomu nie chce się sprzątać, a poza tym kot sika nam wszędzie i w dodatku jest poniedziałek i właśnie siedzę w tramwaju. Moja codzienna trasa linią 24, Kurdwanów - Akademia Pedagogiczna.
- - -
Znów jest wtorek i znów siedzę nad Wisłą. Myślę o Legnicy. I o wolności, o której kiedyś tak wiele pisałem. Rzeka dłuższa, szersza i słynna, ale ja zostawiłem siebie nad Kaczawą. Lecz Kaczawa została wchłonięta przez Wisłę, już nie przez Odrę. Odrę spijają Mały Rasta, Marchefka i Aśka. Mam coraz więcej do stracenia, ale przecież nie mogę się niczego trzymać kurczowo. Postanowiłem żyć jak kiedyś. Na ile to możliwe, bo teraz jestem przecież współgospodarzem i facetem. Właśnie obok mojej ławki przeszła grupka dresów. Tak się zastanawiam, co bym odpowiedział, gdyby spytali czy Wisła, czy Cracovia? Cracovia kurwa, z-Wisła stara dziwka.
12.11.2009
Październik - listopad 2008
O kurwa. Dawno nie pisałem. Chyba w czerwcu. No więc. Teraz jest koniec października, studiuję i mieszkam w Krakowie, z tą samą Ewą. Kulturoznawstwo na AGH. W piątek byłem w Legnicy, bo graliśmy w LCK. Cały świat mi się pozmieniał, nic nie jest takie jak, przypuśćmy, rok temu. Legnica, Nowa Sól, Siemianowice, Katowice, Kraków, tam mieszkałem w ciągu mijającego roku.
- - -
Już chyba nie wrócę do Legnicy. Kraków mija mi co dzień tramwajami, Rynkiem, Karmelicką. Dzisiaj akurat siedzę nad Wisłą i wspominam Kaczawę. Nie pojechałem dzisiaj na filozofię, nadrobię. Wylądowałem w miejscu, które znałem tylko z piosenek. Muszę odwiedzić tatę, bo on tam teraz sam na Ogrodowej mieszka. Zmieniłem co do niego zdanie. Może to dlatego, że dzieli na 330 km. Dom wygląda już całkiem przyjemnie, jakby był po remoncie zamierzanym. Jak tam sypiam, w swoim pokoju, na miejscu mojego byłego łóżka, nie czuję, że to ten sam dom. Tylko zasypiam dłużej i budzę się nocami. Kilka nocy tam spałem. 23 listopada, kiedy Kasia brała ślub (kolejna nieoczekiwana zmiana).
Za trzy miesiące kończę 22 lata. Dziwnie się patrzy na tę liczbę. Należę do koło młodych przy ZLP. Mam zamiar coś kiedyś wydać. I oni chcą mi w tym pomóc. Z tym, że teraz nie jestem jeszcze na to gotowy, a moje teksty są po chuju. Haha. Nie wiem, co mnie jeszcze czeka, nawet o tym nie myślę. Nie pojadę 15 grudnia do Legnicy, nie uda mi się wyrwać z zajęć. Nawet nie wiem czy bym chciał w tej rocznicy uczestniczyć.
Słońce mi świeci w twarz i wieje wiatr. Chyba będę tu zasiadał częściej. Pojadę chyba na wykład z historii kultury i cywilizacji. Cześć. Aha, palę superlajty.
Poziomek, król lew, testy socjologiczne i rzucanie palenia
Bez sensu. Całe moje istnieje ogranicza się i sprowadza do codziennej pogoni za dwudziestoma rulonikami, napchanymi gównem. Od stycznia na pewno rzucę, papierosy mają skrajnie podrożeć. Proszę tego nie oceniać, to się samo znakomicie ocenić potrafi. A jak. Proszę mnie też zajebać. Jakby tego było mało, zaraz powiem "kurwa" i pójdę zapalić.
- - -
Znów byłem na Kulcie i udawałem poziomkę i króla lwa. Gryzłem żyrandol. Pojutrze jadę do Krakowa. O tej porze już powinienem leżeć i palić papierosa. Przez to robią się dziury w pościeli. Wczoraj przesadziłem z alkoholem - o dziwo! - wszystko pamiętam, ale z tego wszystkiego plułem krwią. Leciała mi też z nosa. Trudno, zrobiłem sobie mały eksperyment wytrzymałościowy. Najwidoczniej. A wcześniej również eksperyment i równie niewielki i socjologiczny. Najpierw w autobusie z Chróstnika do Lubina uwodziłem panią kierowcę (!), potem usilnie starałem się wywrzeć na nią taki wpływ, by zboczyła z trasy i pojechała drogą mi pasującą. Nie udało się. Następnie kolejne doświadczenie: usiadłem na fotelu i mówiłem rzeczy obrażające wszelkie obyczaje tak, by wszyscy słyszeli. Po prostu zrobiłem z siebie chama i wykolejeńca. A gówno, nikt nawet nie zareagował, mimo że na twarzach wszystkich pasażerów widniało stosowne zgorszenie. Potem poszedłem do supermarketu. Chodziłem od kasy do kasy i pytałem grzecznie kupujących: "przepraszam bardzo, co by pan zrobił, gdybym w tym właśnie momencie wyrwał panu zakupy i uciekł?" Większość odpowiadała, że dałaby sobie spokój. Takie kreatywne mamy społeczeństwo. Podszedłem więc do ochroniarzy. Wytłumaczyli mi obowiązujące procedury, ale wydaje mi się, że to było wyłącznie czcze pierdolenie. Później wsiadłem do kolejnego autobusu, pytałem ludzi po kolei, z osobna, o czym rozmawiają i dlaczego o pierdołach, odwracali się nie znając odpowiedzi. Pewnie było im wstyd. Bo mi za mnie wcale! Coraz mniej kocham ludzi. Teraz już chyba tylko trochę ich lubię. Oni już nie potrafią być ludźmi i rozmawiać o prawdziwych problemach. Tylko polityka, sport, pogoda, seks, imprezy - oto menu główne naszych rozmów. Nie mówię, że moich nie, i to mnie właśnie wkurwia, że jestem tego częścią. Maska - to najłatwiejsze, założyć maskę i mieć wszystko w dupie. Ale ja mam już tego dość. Proszę oskalpować mnie z mojej maski!
Koncert dla darmowego bigosu
Wczoraj koncert. Obsrany. Nagłośnienie chujowe i za
mało czasu. Nawet nie mogliśmy zagrać całego materiału. Kompletnie się na
scenie nie słyszałem, więc jak mogło wypaść dobrze. Zresztą dla kogo mieliśmy
grać, dla darmowego bigosu czy dla pierdolonych piłkarzy? W środę jadę do
Krakowa i nie wracam.
- - -
Super, w podaniu na AGH w numerze domu, a potem też
mieszkania, wpisałem „tak”.
- - -
„Nie-męska
komedia”
Do tramwaju
wlatuje ćma
i żeby
zwrócić na siebie uwagę
siada na
przycisku z napisem
stop.
Ale drzwi nie
rozstępują się, nic
dziś się
jeszcze nie rozstąpiło. Dziś
polska
reprezentacja piłkarska
przegrała z
Niemcami. A oni
znowu krzyczą
i piją, i wymachują
flagami,
jakby dostąpili wstąpienia
w niebo.
Nażreć się i
beknąć, tak trzeba i
tak przystoi
prawdziwemu mężczyźnie.
Krzyknąć
kurwa, uderzyć żonę, rozbić
butelkę o
telewizor, wybudować kibel
w piwnicy, by
móc się po męsku wysrać.
No już,
zajebać ćmę!
Kraków - Legnica
Przesiadłem się we Wrocławiu i już jadę do Legnicy.
Od razu idę na próbę, bo w weekend gramy koncert na Kormoranie. Nie mam
pojęcia, z jakiej okazji, ale czy to ważne? Nie wiem po kiego też zatrzymujemy
się w Nowym Dworze. Pod koniec czerwca wracam do Krakowa złożyć papiery na AGH
na socjologię. Jedź kurwo! Jedź! Albo raczej chuju, bo to facet, ten pociąg.
Zrozumiał, ruszył.
- - -
Jestem w domu. Paranoja, coraz więcej miejsc
nazywam domem. Coś czuję, że niedługo będzie nim Kraków. Idę czytać
Baczyńskiego.
Wizyta w Krakowie
Właśnie jadę. Na szczęście znalazłem przedział dla
palących. Ciekawe jak to będzie. Czeka mnie jeszcze około pięć godzin jazdy.
Trochę się boję, ale pewnie wszystko będzie OK. Nawet podciąłem sobie włosy pod
pachami i na piersiach, więc dałem z siebie wszystko!
- - -
Nadal jadę, jeszcze około dwie godziny. Zwolnił mi
się przedział i wreszcie mogłem zdjąć buty i skarpety, zasłonić firanki i
zamknąć drzwi. Teraz już nikt nie ośmieli się tu wejść. Dymu pełno, że nie
tylko siekierę, a czołg możnaby powiesić. Wypiłem sobie piwo, spaliłem milion
papierosów i jest całkiem przyjemnie. Chwilę temu śpiewałem na cały głos Fogga.
I byłem w kiblu na bosaka, te oszczane podłogi chyba ubrudziły mi stopy. Jestem
obecnie gdzieś za Mysłowicami. O, gdzieś stanąłem pociągiem. Nie wiem sam
gdzie. Wiem tylko, że jadę tam, gdzie będę miał naraz dwie rzeczy, na które
czekałem od dawna – Kraków i Ewę. Patrzę przez okno, ale próżno szukać nazwy
miejscowości. Jest jedynie obwieszczenie: „tor 1”. Torreador.
Mały Piotruś lub jeszcze mniejsza Ania
Mam przewspaniałą wiadomość. Jezus i Agnieszka będą
mieli małego Piotrusia lub jeszcze mniejszą Anię! Ja pierdolę! Jeszcze nie
wierzę! Poza tym, jutro jadę do Ewy. Wczorajsza noc to same niespodzianki.
Pięt już w ogóle nie opatruję, blizny już pierdolę
i chodzę w krótkim rękawie. Kurwa i aby nie było zbyt pięknie, właśnie gdy to
pisałem, rozwalił mi się telewizor. Już nie mam na czym słuchać muzyki.
Wspaniale.
Muszę sobie obciąć paznokcie, umyć zęby i pójść do
urzędu pracy jebać robotę. Zjem kiedy indziej. Wypadałoby jeszcze się ubrać.
Wczoraj spotkałem Przemka, tego, co mieszkał z nami przed pożarem i też był
podejrzany o podpalenie. Teraz jest to coraz mniej prawdopodobne, ale sama
możliwość, że widzę się i rozmawiam z moim potencjalnym niedoszłym zabójcą i
zabójcą mojej matki, kopnęła mnie i mną potargała. Dziwnie to brzmi – „mój
zabójca”. Ciekawe, jak to będzie jutro w Krakowie.
McDrive
Teraz w moją stronę jedzie jakiś dziwkarski
kemping, bez wątpienia będący burdelem na kółkach x8. Nigdy w życiu nie zrobię
tego w pędzącym samochodzie. Ani na antenie satelitarnej, ani w hitlerowskim
volkswagenie. Z chęcią na balkonie, w wannie, stojącym samochodzie i na kablu
telewizyjnym. Żadnym tam cienkopisie!
Życie
poproszę w sosie
musztardowym
żadnym
słodko-kwaśnym
ma być
prosto i
konkretnie
nie bez
dodatków na wynos
ma być ja tu
tylko przejazdem
jestem
rachunek?
niech Szef
zapłaci
Co się, kurwo, gapisz mi na balkon? Poszedł stąd,
ale mi to już! Po raz trzeci byłem na Kulcie.
Wszystko jest dziwką
No cóż, nie wszystko jest dziwką, niestety. Ale,
ale! Jakie niestety? Jak najbardziej stety! Gdyby wszystko było dziwką, nie
miałbym niczego. Gotuj się, kurwo, gotuj. Dlaczegóżby nie. Jeszcze żadna
kobieta nie zaintrygowała mnie tak bardzo, jak Ewa. Być może dlatego, że
jeszcze się nie widzieliśmy. Idę zapalić do piwnicy. Znowu palę mocne
papierosy. I znowu nie mam na nie pieniędzy. Czasami powroty bywają wyścigami,
ciekawe co by było, gdybym wtedy umarł. Ten moment, ta chwila chroni pracę od
marazmu. Tylko ja, jako jedyny, nie dostałem dziś orgazmu.
Mężczyzna wchodzi tylko po to, by zmyć podłogę.
Wynosi dorobek całego swojego życia za garaż. Siekierą rozdrabnia na mikro
części to, co składał przez całe życie. Wszystko pływa i gnije. Przed chwilą
spadł deszcz i zawołał, że nie ma jak splunąć po tanim winie. Wypadałoby
zamieść to pod szafę, bo niby jakim cudem drzwiczki od kredensu nie skrzypią? Zielone
latarnie symulują trawniki, żywopłoty umierają padnięte, w ich świetle. Ptaki
zmieniają lotów tory miedziane, kradną i sprzedają na kilogramy. Powiedzmy, że
rozbiorę się na liczby pierwsze i czynniki pieprzę. Nastroję struny głosowe,
ubiorę zwęgloną czapkę i pójdę przejść siebie. Po wodzie, zeszmacony dwoma
tysiącami lat historii. Symboliczna pasta rybna jest całkiem spoko. Na piasku
głosu nie posiada. Jabłko mądrzejsze od kurwy. Pan i pani bawią się językami. Proszę,
krzyknij, że pierdolisz samochody w rury wydechowe. Odkąd podnoszę nogę, gdy
sikam, czuję jakby czystszy i niewinny. Od kiedy załatwiasz swoje potrzeby przy
załamanym świetle? Wszystkie legendy ożyły.
Grawitacja
Może życie mi się jeszcze jakoś ułoży. Wiadomo, nie
tak, jak kiedyś i jakby mogło być normalnie. Oby już żaden fiut nie próbował
nas skrzywdzić! Jeszcze jestem w Katowicach, jest 17 maja. Od czterech miesięcy
to trwa. Tfu, kwiecień jest, nie maj.
- - -
Witam serdecznie, od dwóch dni jestem w Legnicy.
Wczoraj byłem na cmentarzu. Nic złego, bo mojej mamy nie ma tam przecież
bardziej niż na przykład tutaj, teraz, gdy sobie tak siedzę. Tak, zapraszam,
usiądź obok, na łóżku i powspominajmy, gdy ja, gdy ty. Nie dalej jak wczoraj
stałem wciśnięty grawitacją w twój sufit.
Historia zatoczyła koło wprost do roku 2005. Znów
wszystko jest dla mnie nowe, chcę wszystko poznawać, urodziłem się po raz
kolejny. Ale jestem trzy lata starszy i więcej mogę. Ha, ha! 2005 jest teraz
bliższy niż kiedykolwiek.
Od dłuższego czasu, prawie codziennie, rozmawiam
przez telefon, po kilka godzin dziennie z Ewą z wywroty. Jest z Krakowa i
planujemy się spotkać. Może to i głupie? A jakbym studiował w Krakowie, to być
może będziemy razem mieszkać? Jestem głupi. Teraz mieszkam u Marty na
Traugutta, ale nie czuję się tu mile widziany. Teraz, gdy przyjechała jeszcze
Kasia z Karmeliną, moja prywatność została ograniczona do cholernie chamskiego
minimum.
Plany
Ucz
się pilnie, zaplanuj swoje życie:
-
Uniwersytet Śląski -> pedagogika filozoficzno-społeczna (Cieszyn)
-
Uniwersytet Wrocławski -> dziennikarstwo i komunikacja społeczna
->
filozofia.
Dzisiaj jest 8 marca, za tydzień będzie trzy
miesiące od tego pierdolonego okna, kiedy wszystko się skończyło. Pamiętasz,
jak kiedyś chciałem umrzeć? Prawie mi się udało i już chyba nigdy nie powiem,
że nie chcę żyć. Wreszcie to, kurwa, zrozumiałem.
Lincz
poproszę tak
to ja ten sam
który
śmiał wyjść z
łona matki
jakie śliczne
dziecko
ma siusiaka
bo to Michał
Praca, szybki samochód, wielki telewizor, najnowsza
wieża z najmocniejszymi głośnikami. Zestaw płyt z modną muzyką taneczną. Barek
pełen drogich i bezpiecznie mocnych alkoholi. Najczystsze narkotyki, podawane
na złotej łyżce, papierosy najgłośniejszej marki. Pies elitarnej rasy, by
wspomagał rzeszę alarmów w przeogromnej willi, przyozdobionej basenem ze
sztuczną wodą. Wysoki płot, by żaden nieproszony gość nie przedostał się i nie
oznajmił, że ma to wszystko w dupie.
Styczeń 2008
Jestem w szpitalu. Już ponad miesiąc. Dom się
palił. Chyba ten kutas, makaron podpalił. Nie mam dokąd wracać, policja nikogo
do mnie nie wpuszcza. Leżę w Siemianowicach Śląskich, koło Katowic. Mam złamaną
kość udową, głębokie poparzenia, ledwo mnie odratowali, byłem w śpiączce. Ponoć
prawie umarłem, bo używałem ponad 60 % powietrza z respiratora. Wcześniej byłem
w Nowej Soli. Musiałem skakać z okna. Mama nie żyje, ja prawie też.
- - -
Zamieszkałem w Katowicach. Musimy się ukrywać w
akademiku, policja opłaca nam pobyt. Co za skurwiel, niech zgnije ten, który to
zrobił. Muszę zostawić za sobą całe moje życie i zaczynać od początku, z obcymi
rękami. W jednym momencie wszystko się urwało i nie wiem co będzie dalej. Póki
co, staram się wymyślać sobie różne zajęcia. Żeby nie myśleć. Tylko, że rzadko
które potrafię wykonywać, uczę się na nowo chodzić, ruszać rękoma. Byłem
ćpunem. Morfina, tramal i milion innych specyfików. Widziałem listę, tego było
z pięć linijek zapisanych.
Zapisałem się na wywrota.pl i piszę teksty, chociaż
mało z tego wynika. Postaram się pójść od października na studia, myślę, że
mama by tego chciała. Kurwa, zdrowieję, a wszystko dzięki niej, że mnie
zmusiła, bym skakał pierwszy. Ona nie miała już sił.
11.11.2009
Koniec roku 2007
Ciekawe kiedy przeistoczyłem się w tego beznamiętnego cyborga, głuchego na jakiekolwiek oznaki życia i uczucia. Ciekawe czy taki będę już zawsze. Niech się pan nie wygłupia, panie! Żałuję, że nie jestem gejem, miałbym przynajmniej jakiś cel. Jakie to przesłodkie! Tyję (ważę prawie 80 kg), odstraszam kobiety i jestem obrzydliwym hipokrytą. I nie jebię hipopotamów i nie wszystkich świętych. Za trzy miesiące 21 lat. Zimny listopad wprawia mnie niemal w stan chłodnego opętania.
Czemu nic się, kurwa, nie zmienia? Czym jest ta pierdolona miłość, dla której każdy milion razy dałby się zabić? Czy jest oczekiwaniem na to, co nigdy nie nadejdzie? Poświęceniem pięciu lat życia dla kilku chwil? Czy może codziennym wmawianiem sobie, że tak naprawdę jej nie ma? Nie! Ona jest gównem i przydupiastym kloszardem, niechcianym przez większość, a narzucającym się. Koniec ubiegania się o cokolwiek! Bo po co? Nie mam pracy, nie mam pieniędzy, nie mam kobiety, zatem wszystko po staremu. Cześć, co słychać? Spoko, cześć. Chyba zmienię swoje nastawienie do świata. Nie, raczej nie. Raczej nigdy nie. Kiedyś, jak szedłem wzdłuż rzeki i widziałem te wszystkie postaci spacerujace z psami pomyślałem, że chyba jednak potrzeba mi miłości.
- - -
Mój ojcie, ten, który ponoć przysłużył się do powstania mnie, wprowadzając swojego penisa do pochwy mojej matki, jest popierdolonym schizofrenikiem, niewiele mądrzejszym od tego swojego penisa. Przykro mi to pisać, ale tak jest. Nienawidzę jego światopogladu, sposobu bycia, gęby. O ile kiedyś miewał przebłyski normalności, o tyle teraz ciągnie te swoje debilno-schizofreniczne przedastawienie. Show must go on. Na każdym kroku czuję jego oddech i krytykę. Miewam takie chwile, że boję się zrobić cokolwiek, bo nie chcę zrobić tego jak on. Gardzę sobą, że mam w sobie te pojebane geny, które sprawiają, że mam gębę podobną do niego, a także - co najgorsze - niektóre jego cechy charakteru. To kurewskie uczucie, być po części zbudwanym z czegoś, czego się nienawidzi.
Tak niewiele
Nie potrafię się śmiać z czegoś. Potrafię z byleczego, bo wtedy nie myślę. 2003, 2004, 2005. Nic. Tak niewiele miałem, tak niewiele mam. Tylko, że kiedyś nikt mi tego nie wypominał i nie kazał odrazu mieć wszystkiego. Już nawet nie powtarzam, że wcale niczego nie muszę i nie chcę mieć. Już nawet nie mam ochoty i sił, by komukolwiek cokolwiek wyjaśniać i wymieniać moje przekonania i idee. A tym bardziej znudziło mi się poszukiwanie osoby płci żeńskiej, by mnie pocieszała, jak zwykle jednostronnie. Oczywiście mojejstronnie.
Złodzieje wódki i koniec PiS
Okazało się, że ta kobieta, co ze mną pracowała, kradła wódkę. Ktoś kradł też przez cały czas mentolowe fajki, których ja przecież nie cierpię. I przez to każdy z nas ma stówę w plecy. Dostałem 147 zł. Jestem w dodatku lekko chory, po piątku pewnie, bo ganiałem na krotki rękaw po dzielnicy cudów. Tam wygląda tak, jakby czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu.
- - -
Były wybory. Koniec PiSu!!! Wygrała PO. I to by było na tyle z pozytywnych akcentów ostatnich dni. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
- - -
Były wybory. Koniec PiSu!!! Wygrała PO. I to by było na tyle z pozytywnych akcentów ostatnich dni. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
Zwolnienie
I mam to wszystko z głowy. Już nie jestem kasjerem w Żabce. I bardzo dobrze. Tylko jeszcze dwie sprawy: muszę to jakoś powiedzieć w domu, muszę dostać jebaną wypłatę, bo ta stara kurwa-szefowa powiedziała, że zwalnia mnie dyscyplinarnie. W czwartek, po 22.00 jacyś debile weszli i zaczęły kraść. Co ja miałem sam zrobić? Jeszcze mi mówi, że byłem z nimi w zmowie i pozwalałem im kraść. Jasne, że to byli moi kumple, dresiarze, którzy kiedyś mnie i Ozzy'ego pobili na stacji benzynowej. Bo to logiczne i całkiem normalne, zawsze tak spotykamy się ze znajomymi i robimy przedstawienia: jedna grupka przebiera się za skurwysynów, druga zostaje normalnie i pierwsza napieprza drugą. Przecież to całkiem normalna rzecz i wszyscy tak robią. Trudno mi uwierzyć w to, że ta pizda, mimo że jest przecież pizdą, mogła coś takiego wymyślić. Chcę tylko dostać pieniądze za to, co przepracowałem i nie mam zamiaru jej więcej widzieć! Jestem frajerem, czuję się jak dwunastolatek, który narozrabial w szkole
- - -
Dostałem paczkę z Poznania z gazetami antyglobalistycznymi ze stowarzyszenia Lepszy Świat. Oni jeszcze o mnie pamiętają, ha. Będę je roznosił. Nienawidzę świata, ludzie to skurwiele.
Uboczne skutki zatrudnienia
Co dalej? Coś czuję, że mimowolnie się poddaję. Nie chcę, ale coś czuję... W piątek jadę na koncert Pidżamy Porno. Kurwa, załatwiać sanepid i jebany NIP. Przyjacielu, ja nie chcę być przykładnym obywatelem. Coś czuję, że poważnieję i niedługo to się stanie. Nienawidzę siebie za to, że pracuję. Chyba staję się tym, kim nigdy nie chciałem być - pierdolonym robolem. Chyba wkrótce się zwolnię. Nienawidzę siebie. Nienawidzę sie bies to kroć po.
Słuchaj, czuję że się rozsypuję i nie wiem, co mam dalej ze sobą robić. Ja się poddaję, bo nie wiem jakimi sposobami mam walczyć. Jestem pusty, nie widzę siebie w sobie. Od czego mam zacząć? Kiedy mam skończyć? A co ma być pomiędzy początkiem i końcem? Jestem poukładanym młodym człowiekiem z pracą. Sratatata, czary-mary. Wszyscy mają weekend, a ja pracuję. Jak ja chciałbym mieć te szesnaście czy siedemnaście lat. Bo teraz muszę poważnieć z dnia na dzień. A ja się tego boję! Pracować, zarabiać pieniądze, by "uczyć się samodzielności".
- - -
Chcą mnie zwolnić, bo się obijam. Szefowa to głupia pizda. Jeszcze 1,5 godziny. Wezmę sobie na drogę piwo i wypiję. Popracuję ten miesiąc do końca i się zwolnię. Nie muszę mieć pieniędzy. Wystarczy mi życie. Moje idee i przekonania są dalekie od pracy prawie non stop. Mam gdzieś, co powiedzą o mnie te wszystkie nowobogackie i wrednie poukładane pracowite dziwki.
- - -
Chcą mnie zwolnić, bo się obijam. Szefowa to głupia pizda. Jeszcze 1,5 godziny. Wezmę sobie na drogę piwo i wypiję. Popracuję ten miesiąc do końca i się zwolnię. Nie muszę mieć pieniędzy. Wystarczy mi życie. Moje idee i przekonania są dalekie od pracy prawie non stop. Mam gdzieś, co powiedzą o mnie te wszystkie nowobogackie i wrednie poukładane pracowite dziwki.
Mąż i żona
Mąż i żona w jednym leżą łożu
ona od tyłu a on od przodu
i brak tu nici porozumienia
jak zabrać mają się do zespolenia
ona od tyłu a on od przodu
i brak tu nici porozumienia
jak zabrać mają się do zespolenia
Mało samowicie
Dziwnie jest. Niesamowicie dziwnie jest. Tak mało
samowicie. Nie wiem dlaczego, może to dlatego, że robi się ze mnie zgred? Coraz
mniej przebywam w domu, coraz więcej osób pełnoletnich. Nie jem mięsa już ponad
dwa tygodnie i jest mi z tym dobrze. Szkoła się ludziom zaczęła, a ja mam z tą
cipą-premierem zdjęcie w gazecie.
- - -
Tym
razem mam cipę pod okiem, bo mnie jakieś pieprzone drechy skopały. Idę zarobić
na papierosy. Graniem na gitarze w rynku.
- - -
Dostałem
pracę w Żabce. Wstawać o 5.00 rano. Chyba zrezygnuję.
Narkotyki
Za czternaście dni ślub Jezusa, a za około
szesnaście jadę na Woodstock. Ten rok bardzo szybko uciekł. Narkotyki. Chcą
zrobić mi test na czystość. Rodzice i policja. Chyba zacznę brać, skoro i tak
wszyscy uważają, że ćpam.
Zero
problemów. Minus zero. Minus i minus, czyli plus. Sypiam w parku, jeśli
przychodzę do domu to o ósmej rano lub w ogóle. Przestałem umieć rozmawiać,
pijam po dziesięć piw dziennie, a i tak już tego nie czuję. Chyba umieram.
Wszystko to, w co przez ostatnie dwa lata wierzyłem, upadło w zgliszcza.
Pocałujcie mnie w lędźwie.
Kurewsko polsko
A teraz akurat wszystko się skurwiło. Teraz akurat
kurewsko polsko jest. Wszystko się skurwiło, jestem w Polsce. W kurewskim domu,
z kurewsko codziennymi i negatywnymi domownikami. Teraz moje życie musi z dnia
na dzień spoważnieć, szukać pracy i mieszkania, dostać się na studia
dziennikarskie. Ale ja tego nie chcę. Nie mam ochoty. Mam ochotę nadal mieć
szesnaście lat i być kurewsko głupim nastolatkiem.
Zero
spokoju ze strony rodziców. Złożyłem dokumenty na uniwersytet, czego ode mnie
jeszcze chcą? Nie mogą przeboleć tego, że nie wyjechałem do Brytanii: „inne
dzieci są jakieś normalne i sobie radzą, wyjeżdżają tu i tam. A nasze to zawsze
nienormalne”. Druga sprawa, że mówią tak rodzice trójki dzieci, z czego dwójka,
oprócz mnie, siedzi za granicą. Ja nie chcę wyjeżdżać, najpierw chcę spróbować
tutaj, wyjazd będzie ostatecznością. Bo szczerze lubię ten popierdolony w godło
kraj, za to właśnie, jak mało jest poukładany i prawie wcale przemyślany. W
Niemczech wszystko jest takie oczywiste i normalne, że chce się rzygać.
Jeśli
się w najbliższym czasie nie wyprowadzę, zwariuję. „Nawet na budowę nie
pójdziesz, bo się nie znasz na szpachlowaniu! Co ty, kurwa, sobie myślisz?
Dawaj to euro!”
Na
studia się nie dostałem.
Hobb's End
To zadupie, takie totalnie pipidowskie i
dziurzaste, bez jakichkolwiek atrakcji i niechowających się ludzi, z którymi
możnaby nawiązać kontakt. Czuję, że to mieścina, w której wszyscy się znają i
skrzętnie ukrywają swoje mroczne tajemnice przed resztą świata. Jak w Hobb’s
End u Carpentera. Z jednego na drugi koniec miasta jest ok. 5 kilometrów,
większość przeszedłem pierwszego popołudnia. Lubię chodzić po ulicy, na bosaka
i palić papierosy, by ci wszyscy Niemcy, Turcy i Polacy patrzyli na mnie jak na
pojeba.
Teraz
siedzę w miejscu, które z założenia jest chyba centrum miasta, na ławce i
dziwnie wyglądam. Mój żołądek systematycznie otrzymuje ode mnie spore dawki
destruktywnej mieszanki i nie wiem jak długo zechce to wytrzymać. Ale dopóki
mnie to bawi, będę mu to aplikował. Bo bawi mnie chodzenie spać wraz ze świtem,
wstawanie chwilę później, alkoholowe posiedzenia, paczki siedemnasto-fajkowe,
zabijanie wyplucia i zmęczenia hektolitrami kawy, o ile akurat jest, o ile
akurat mam ochotę sobie zrobić. Bo teraz właśnie nie. Teraz mam zamiar czytać i
psocić w myślach. Do widzenia.
Park w Mannheim.
Siedzę sobie w jakimś dziwnym parku, tym razem w Mannheim. Sobie przyjechałem. Jest wcześnie, tak około 8 rano. Ten park wygląda momentami jak legnicki, nieopodal Chuj Ci W Dupę. Obok spaceruje niemiecki ptak, a dalej jest jakieś dziecko, z tym że raczej tureckie. Zapuściłem się w głąb dziwnego miasta, które mało znam, a już na pewno nie z tych stron, w których aktualnie przebywam.
10.11.2009
Tajski burdel i inni sąsiedzi.
Mam w sąsiedztwie tajski burdel i tamtejsi bywalcy pieprzą się na moim rusztowaniu. Wczoraj postanowiłem wyjść do nich z ogromnym metalowym prętem. Na szczęście był on zbyt ciężki, a ja za bardzo pijany, żebym mógł go udźwignąć.
Inni sąsiedzi mają salon fryzjerski, o 18.00 już ich nie ma, a zostawiają drzwi otwarte, mogę plądrować im lodówkę i podkradać papierosy. Próbuję też dziwne płyny do włosów.
Nade mną mieszka facet, który był kiedyś pilotem i ma manię na tym punkcie. W jego pokoju znajdują się masy różnych wojskowych i hitlerowskich pierdół, typu kadłub samolotu, fotel do katapultowania się, stare nazistowskie flagi i pamiątki z SS. Ale oprócz tego ma jeszcze sporo ciekawych płyt Bowiego, Led Zeppelin, Nirvany, The Doors. Czuję, że mu je podpierdolę. W ramach powojennej rekompensaty!
Niemieckie szlagiery.
Teraz pada deszcz chyba, chyba że już nie. Idziemy z Jezusem na piwo. Na piwa! Mamy 2x Carlsberg, 2x Heineken, 2x Żubr, 2x Pilsner Urquell. Totalna burżuazja, ale jadę do Niemiec, czyli niepotrzebne mi polskie pieniądze.
Jadę. Już rano i jasno. Z radia lecą stare niemieckie, popowe szlagiery.
- - -
Sobie siedzę na ławce w Viernheim i piszę. Nie jest źle, w tym garażu gdzie będę mieszkał, jest naprawdę klimatycznie. Chodzę przez szwabskie ulice i śpiewam "Kocham wolność". Kupiłem też hitlerowską siedemnasto-fajkową paczkę. Teraz za przyjemności muszę płacić w euro.
Czuję się jak narkoman. Obydwie ręce jakby ze śladami po igłach. A to tylko upominki pozostawione mi przez pierdolone komary. Rozdrapane. Ogólnie moje aktualne samopoczucie oscyluje między euforią porannego papierosa a wyplucia reszty dnia. Moja prawa ręka jest żywcem wyjęta z filmu "Requiem for a dream", na zgięciu widnieje wielka rana, zaschnięta krew. Żołądek czy cokolwiek podpływa mi do gardła i czuję się jak na ogromnym kacu, a wczoraj wypiłem raptem dwie lampki wina.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
